DDA i DDD

DDA czyli Dorosłe Dzieci Alkoholików

W najkrótszej definicji, to dorosłe osoby, które wychowywały się w rodzinach, gdzie nadużywano alkoholu. Niestety jest to bardzo duża część naszego społeczeństwa i choć świadomość tego zjawiska rośnie, to wciąż nie tak szybko, by móc zatrzymać toksyczny łańcuch. Piszę o łańcuchu, ponieważ część dzieci rodziców uzależnionych od alkoholu sama zaczyna pić, część wchodzi w związek z osobą uzależnioną, a część przeżywa swoje dorosłe życie nieświadomie dźwigając brzemię alkoholowego domu rodzinnego. Dzieci z takiego domu, mogą być obciążone (i zwykle są) tak zwanym syndromem DDA. A gdy Dorosłe Dziecko nie jest świadome tego co się z nim dzieje, to równie nieświadomie przedłuża dysfunkcyjny łańcuszek, który generuje jeszcze więcej cierpienia i jeszcze więcej problemów fundując kolejnym pokoleniom „trudne dzieciństwo”.

DDD czyli Dorosłe Dzieci z Rodzin Dysfunkcyjnych

To  pojęcie szersze, odnoszące się do osób wychowywanych w rodzinie, gdzie występowała jakakolwiek dysfunkcja. Podam tutaj kilka przykładów takich rodzin; rodzina z problemem alkoholowym (to równie dobrze może być uzależnienie od narkotyków, hazardu czy inny problem związany z uzależnieniem jednego z członków rodziny), rodzina z problemem wykorzystania seksualnego, rodzina doświadczająca przemocy fizycznej lub werbalnej, rodzina przestępcza, rodzina nadmiernie kontrolująca, rodzina niepełna (to m.in. tzw. DDRR czyli Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców), rodzina wielodzietna (w kontekście, gdy rodzina zaniedbuje dzieci), rodzina „bez miłości” (to często rodzina, którą ocenia się jako „normalną”, a dysfunkcja kryje się za sukcesem finansowym i bogactwem materialnym. Takie zaspokajanie potrzeb ma wynagrodzić brak czasu i chęci poświęcenia go dzieciom. Skutkiem jest brak komunikacji, szczerej atmosfery i brak zaufania.), rodzina władzy, rodzina nadopiekuńcza i rodzina uwikłana.

Oczwiście to też nie musi być tak, że jest rodzina tylko z problemem wykorzystania albo tylko  rodzina „bez miłości”, z dysfunkcjami często bywa tak, że wiele z nich występuje naraz. Tam gdzie pojawia się alkohol, to może pojawić się jednocześnie przestępczość, wykorzystanie seksualne i przemoc. Tutaj niestety nic nie jest czarne albo białe, albo takie albo takie. 

Reasumując, w wyżej wymienionych typach rodzin występują poważne zakłócenia w procesie zaspokajania materialnych, psychicznych i społecznych potrzeb. Rodzice nie radzą sobie z wychowywaniem dzieci i ponoszą spore porażki stosując błędne przekonania na temat opieki nad dziećmi. To wszystko w dużym stopniu przyczynia się do niedostosowania społecznego dzieci i młodzieży oraz do poważnych problemów w funkcjonowaniu w życiu dorosłym.
Jeżeli kogoś zainteresuje ten temat, mogę się podjąć charakterystyki wyżej wymienionych typów rodzin. Tutaj tego nie zrobię, z tego względu, że post będzie i tak już bardzo długi.
Głównie chodziło mi o to, aby wskazać jakie te rodziny dysfunkcyjne mogą być, bo… do nich należy pewnie każdy z nas… albo znaczna większość z nas. Mogę policzyć na palcach obu dłoni osoby z mojego otoczenia, które (na pierwszy rzut oka!) pochodzą z rodziny, która zaspokajała wszystkie potrzeby emocjonalne dzieci. Takie dzieci, a teraz już dorośli, mieli okazję do zrównoważonego rozwoju i nabycia umiejętności i wzorców, z których teraz korzystają w pełni i mają dzięki temu satysfakcjonujące życie.

Mogłoby się wydawać, że DDD powinno być bardziej rozpoznanym i trafnym określeniem, dotyczącym w ogóle tematu poruszanej tutaj problematyki, ale tak nie jest. Mam takie wrażenie (i to tylko moje wrażenie), że o DDD mówi się znacznie rzadziej w stosunku do syndromu DDA. Może ma to związek z tym, że choroba alkoholowa jest bardziej rozpowszechniona od innych dysfunkcji w naszym społeczeństwie, o których zresztą się nie mówi albo nie uznaje się ich w ogóle za dysfunkcje. Co nie oznacza oczywiście, że tych dysfunkcji nie ma. Bo są.

Środowisko rodzinne, w którym występuje jakaś dysfunkcja, uczy dziecko funkcjonować w określony sposób. Przez to, to dziecko wchodzi w rolę bądź w kilka ról, które zapewnią mu przetrwanie, a konsekwencją w dorosłym życiu jest właśnie Syndrom DDA/DDD.

Trochę o rolach dziecka w rodzinie dysfunkcyjnej

Najczęściej wzmiankowane role, to bohater rodzinny, kozioł ofiarny, maskotka oraz dziecko zagubione. Dodatkowo pojawia się również rola wspomagacza.

Pierwsza z ról, bohater rodzinny, to osoba, która jest odpowiedzialna za wszystko, co się dzieje w rodzinie. Troszczy się o innych na każdym poziomie: opiekuńczym, rekreacyjnym, ekonomicznym czy ochronnym. Tę rolę najczęściej pełni dziecko, które urodziło się jako pierwsze. Jego działania tworzą pozorne poczucie stabilności i bezpieczeństwa.

Drugą z wymienianych ról jest kozioł ofiarny, który skupia na sobie wszystkie negatywne uczucia całej rodziny, odwracając uwagę od właściwych problemów. Dzięki temu rodzina nie musi się z nimi konfrontować. Kozioł ofiarny jest postrzegany jako dziecko niegrzeczne, ściągające na siebie kłopoty, rywalizujące o uwagę.

Trzecią z ról jest dziecko zagubione, nazywane też niewidzialnym dzieckiem lub dzieckiem we mgle. To dziecko, które nie chce przysparzać nikomu problemów, ucieka w świat wewnętrzny, zagłębia się we własne przeżycia i wyobrażenia, izolując się od świata realnego. To dziecko niezwykle samotne i wycofane, jednocześnie bardzo samowystarczalne i nie stawiające żadnych żądań.

Następną rolą jest maskotka. Dziecko poprzez żarty chce rozładować napięte sytuacje śmiechem. Swoim radosnym i przyjemnym zachowaniem odwraca uwagę od problemu. Maskotka często staje się domowym antidotum na kryzysowe chwile, to ona jest od uspokajania agresora domowego albo od pocieszania płaczącego. Zwykle jest traktowana lekceważąco i nie informuje się jej o różnych sprawach dziejących się w domu.

Kolejną rolą jest rola wspomagacza. Zachowanie dziecka w tej roli przypomina funkcjonowanie osoby współuzależnionej. Wspomagacz towarzyszy w problemie i umożliwia jego pogłębianie. Często oskarża samego siebie za sytuację w domu i próbuje ją naprawić nie wiedząc, że to co robi jest szkodliwe.

Gdy dzieci należące do rodziny dysfunkcyjnej sztywno trzymają się tych ról, reszta rodziny jest w pewien sposób zniechęcana do przyjrzenia się sobie i uświadomienia co naprawdę się dzieje. Cały system rodzinny uczy się funkcjonować w takim układzie, przez co dzieci identyfikując się ze swoją rolą, trzymają się jej także w dorosłym życiu.

Wybór i podjęcie się którejkolwiek z tych ról ma związek z tym, jakie cechy posiada niepijący rodzic, a także to, jakie zdolności posiada dziecko, w jakiej kolejności się urodziło, jaką ma płeć czy typ temperamentu.

Wymienione role mogą się między sobą przeplatać, w zależności od chwilowej potrzeby dziecka lub któregoś z członków rodziny. Czasem zdarza się tak, że dziecko wchodząc w daną rolę rozwija w sobie cechy, które są potrzebne systemowi rodzinnemu, poświęcając swoją własną tożsamość. W konsekwencji w dorosłym życiu ma przekonanie, że inni ludzie są ważniejsi niż jego własne potrzeby

To sucha teoria, ale… od czegoś trzeba zacząć

Syndrom DDA/DDD ma swoje specyficzne objawy, do których można zaliczyć m.in.: niskie poczucie własnej wartości, chroniczny lęk przed odrzuceniem, poczucie osamotnienia (nieufność, unikanie ludzi), silną potrzebę porządkowania i kontrolowania życia (związaną z brakiem poczucia bezpieczeństwa), problemy w obszarze przeżywania i wyrażania gniewu i złości czy nieumiejętność stawiania granic.

DDA często kierują się w życiu trzema zasadami, które są charakterystyczne w życiu rodzin dysfunkcyjnych czyli nie ufać, nie mówić i nie odczuwać. Taki sposób funkcjonowania opiera się na wyuczonym braku zaufania do siebie i innych ludzi, nieumiejętności mówienia o swoich trudnościach, problemach oraz emocjonalnym odcięciu i unikaniu kontaktu z rzeczywistością, daje niewielkie szanse na zbudowanie pełnego, spełnionego i szczęśliwego życia. Pocieszeniem jest, że podobnie jak wszelkie dysfunkcje, tak samo i owy syndrom, „można uleczyć” poprzez psychoterapię i zmianę sposobów funkcjonowania osób nimi dotkniętych.

Niestety wciąż jest tak, że te osoby, które rozpoczynają terapię nad własnym dzieciństwem, stanowią rzadkość. Mało jest wciąż placówek zajmujących się ich problemami, a jeśli już są, to albo kolejki są horrendalnie długie albo brakuje w takim ośrodku odpowiednich specjalistów w tej dziedzinie. Bo okazuje się, że terapeuta w takiej, dajmy na to, wojewódzkiej poradni leczenia uzależnień, jest specjalistą terapii uzależnień, a nie specjalistą pracy z osobami pochodzącymi z rodzin dysfunkcyjnych. Ten terapeuta zwykle przyjmuje osoby współuzależnione i osoby z syndromem DDA/DDD, ale rzadko jest w tym kierunku odpowiednio przeszkolony. Placówki takie są skierowane głównie do osób uzależnionych. Co jest fantastyczne i cudowne, że w ogóle są. Ale co z resztą? Przecież świat nie dzieli się tylko na osoby uzależnione i zdrowe.

Jak radzi sobie DDA/DDD?

Typowym sposobem na radzenie sobie z trudnymi emocjami jest przesunięcie uczuć do podświadomości czyli wyparcie ich albo zniekształcanie. Takie zniekształcenie może przybrać formę zaprzeczania, że coś się dzieje, unikania konfrontacji z problemem, odraczania lub tłumienia albo nadmiernej samokontroli. Wszystko, w każdym razie, w dłuższej perspektywie jest szkodliwe.

Cechy DDA i DDD

Dorosłe Dziecko z Rodziny Dysfunkcyjnej w tym i z Rodziny z Problemem Alkoholowym może, ale nie musi; odczuwać lęk przed utratą kontroli, przed sytuacjami konfliktowymi lub przed uczuciami. Często osoba doświadczająca przemocy fizycznej i psychicznej, w życiu dorosłym obawia się autorytetów i ludzi rozzłoszczonych. Boi się także krytyki na swój temat i kompletnie z nią sobie nie radzi. Poszukuje ciągłej aprobaty, nieustannie starając się dostosować do innych. Ma rozwinięte nadmiernie poczucie odpowiedzialności, ale może też być nadmiernie nieodpowiedzialne. Dorosłe Dziecko bardzo mocno odczuwa poczucie winy, gdy broni siebie, nie potrafi się odprężyć, pozbawiło siebie umiejętności spontanicznego zachowania, nie umie się bawić, a gdy sytuacja je do tego zmusza, odczuwa, że to coś wstydliwego. Przez niską samoocenę jest wobec siebie nadmiernie wymagające i samokrytyczne. Stara się kontrolować zachowania i uczucia nie tylko swoje, ale także i innych, odczuwając silny lęk, gdy tę kontrolę traci. Może działać bardzo schematycznie z tendencją do przesadzania, na przykład nałogowo pracować, wchodzić w niezdrowe relacje albo jeść częściej i więcej. Przez ciągłe doświadczanie roli ofiary w rodzinie, także w życiu dorosłym może postrzegać siebie jako bezradne i skrzywdzone przez los dziecko, nie biorąc odpowiedzialności za swoje życie (przynajmniej do czasu, gdy postanowi to zrobić i zaczyna szukać pomocy na przykład w gabinecie psychoterapeuty). Dorosłe Dziecko z syndromem DDA i DDD ma również łatwość zaprzeczania, która jest wypracowana przez lata w domu dysfunkcyjnym. Stosują ją wszyscy, rodzice i dzieci, by nie widzieć problemu, a także by stworzyć pozorny spokój. Dorosłe Dziecko lęka się bliskich kontaktów, bo wiąże się to z brakiem kontroli. Często też bliskie związki kojarzą się z przemocą i ciągłym poczuciem zagrożenia. Dlatego tak rzadko wchodzi w satysfakcjonujące relacje partnerskie. Myli miłość z litością, ponieważ rzadko bywało świadkiem bliskiej relacji rodziców opartej na miłości i szacunku. W konsekwencji wchodzi w związki z osobą, wobec której odczuwa litość albo której chce pomóc i myli to z miłością. Ma skłonność do widzenia świata w czarno – białych barwach w sytuacjach dużego napięcia psychicznego, czując przymus wyboru pomiędzy wszystkim albo niczym, nie biorąc pod uwagę alternatywnych wyborów. Odczuwa silny lęk przed porzuceniem, wchodząc w relacje z innymi osobami, często trwa w toksycznym związku tylko dlatego, że boi się zostać same albo nie wchodzi w związki w ogóle. Źle znosi zwolnienia z pracy, czy choćby asertywne zachowania znajomych, często traktując ich „nie” za odrzucenie, nawet jeśli nie ma to z nim żadnego związku. Odczuwa cierpienie, które wynika z nieprzepracowanego uczucia żalu – w dzieciństwie nie mogło otwarcie przeżywać żalu i innych trudnych emocji. Straty i rozczarowania na drodze życia pogłębiają uczucie przygnębienia i dlatego nie potrafi przez to odczuwać radości, jest ciągle niezadowolone i narzekające. Przesadnie reaguje w sytuacjach tego niewymagających. Doświadczanie stresu przez wiele lat w dysfunkcyjnej rodzinie, powoduje nadmierną czujność, by odpowiednio szybko zareagować na zagrożenie i przyjść z pomocą, może też mieć skłonność w drugą stronę, czyli do biernego reagowania w takich sytuacjach – do zastygania. Uskarża się na dolegliwości fizyczne, dużo częściej miewa objawy psychosomatyczne. Niewątpliwie można tu również dodać cechy takie jak niewytłumaczalna drażliwość, odwlekanie dokończenia zaczętych spraw, zadań, pomysłów (tak zwana prokrastynacja). Dorosłe Dziecko może mieć ciągłe uczucie niepokoju i poczucie pustki, która wydaje się być nie do wypełnienia. Odczuwalny ciągły głód miłości. Może chorować na depresję, może mieć różnego rodzaju zachowania autodestrukcyjne, np. może się samookaleczać. Może wchodzić w związki pełne emocji i chaosu Może odczuwać strach przed popełnianiem błędów i poczucie braku kompetencji. Unika ryzyka i odrzuca pomoc. Postrzega rzeczywistość przez pryzmat dzieciństwa i ma problemy ze zdefiniowaniem normalności. Martwi się o przyszłość i oczekuje negatywnych skutków decyzji. Ma tendencje do trzymania urazy, jest nadwrażliwe, może mieć zachowania odwrotne do tych, których się wymagało w dzieciństwie, na przykład, gdy ojciec karał córkę za spóźnianie się, w dorosłości kobieta spóźniać się będzie zawsze. Uwidaczniają się też problemy w interpretacji emocji i mówienie o tych emocjach, a także pojawia się ciągła potrzeba potwierdzania własnej wartości. Można zaobserwować też brak umiejętności interpersonalnych i problemy w budowaniu relacji, atakowanie i negowanie innych osób i pozwalanie na złe traktowanie. Uzależnianie się od innych, podporzadkowanie się w każdej sytuacji i eksploatowanie innych ludzi poprzez manipulację. Cechą też będzie zawyżona lojalność – często nieadekwatna i druzgocąca, a także poczucie bycia złym rodzicem dla swoich dzieci. Dziecko z domu dysfunkcyjnego czuje się zawsze nie dość dobre, co powoduje branie na siebie pełnej odpowiedzialności za błędy innych.

I, mimo że funkcjonowanie z osobą nieprzewidywalną, która krzywdzi w każdym możliwym wymiarze, jest bardzo trudne, to uczy niesamowitej rzeczy – zdolności przetrwania w każdych warunkach. I takie dziecko to potrafi.

Niedawno wyczytałam na jednej ze stron o uzależnieniu, że istnieje też pewna grupa dzieci z domów dysfunkcyjnych określana jako „dzieci elastyczne”, które są odporne na urazy psychiczne. Dzięki umiejętności wytaczania granic, a przy tym rozróżniania pojęć takich jak „rodzina” i „ja”, potrafią odizolować się od problemów występujących w rodzinie i zaspokajać własne potrzeby. Sama osobiście znam kilka takich osób. Teraz gdy się nad tym zastanawiam, to myślę, że nie jest to nowe odkrycie nowej grupy osób. Uważam, że ktoś po prostu mógł tak nazwać osoby, które pochodzą z rodziny dysfunkcyjnej, ale w żadnym wypadku nie wpłynęło to na rozwinięcie się i posiadanie u nich cech zaobserwowanych u osób z syndromem DDA czy DDD.  

Kiedy DDA/DDD odchodzi z domu

Wyprowadzka z domu rodzinnego osoby z syndromem DDA czy DDD jest czymś tak trudnym, że dziecko z tak zwanego „dobrego domu” (to pojęcie oczywiście nader względne, bo jak to mówią nie ma domu bez ułomu), może nie być w stanie zrozumieć tego trudu. Zostawienie za sobą takich relacji, takich więzi, z którymi było się związanym/związaną latami jest niesamowicie zawiłe i pokrętne, a odcinanie pępowiny może trwać latami i proces ten może być bolesny. Najczęściej przyczyną odejścia z domu jest związek z inną osobą, chęć założenia rodziny albo poczucie, że ma się już przysłowiowo „dość”. Myślę, że decyzja o odejściu, o jego sposobie i sama przyczyna, zależy też od indywidualnych cech danej osoby. Jeżeli ktoś, kto ma cechy DDA/DDD i nie jest ich świadom, ani z czego wynikają, ani czym są i co z nim/z nią robią, to ta osoba najprawdopodobniej wejdzie w kolejną toksyczną relację (z deszczu pod rynnę) albo sama stanie się dla siebie toksyczna, wpadając np. w uzależnienie. Szczęście będzie miała ta osoba, która trafi na dobre osoby w swoim życiu, która pokusi się o dobrą lekturę albo o poszukanie informacji w sieci i trafi jeszcze na te dobre (bo z tym, to różnie bywa). Ta osoba będzie miała szczęście, bo dzięki samoświadomości, najprawdopodobniej zacznie kierować swoim życiem tak, aby stało się ono lepsze.

DDA/DDD a psychoterapia

Wiele osób wbrew powszechnemu przekonaniu, nie musi zaraz po rozpoznaniu u siebie problemu, biec do gabinetu psychoterapeuty. Jest wiele osób, które radzą sobie z tym same, nie wiedząc w ogóle, że jest coś takiego jak DDA czy DDD. Niektóre osoby mają wsparcie w najbliższej osobie, w przyjaciółce, w nauczycielu, a inne osoby żyją w oparciu o siebie. Inna część osób radzi sobie z różnymi schematami, wie że robi coś w jakiś sposób, ale nie umie się z nich wyzwolić, na przykład; „Znów podczas kłótni zareagowałam ucieczką do pokoju, choć wiem, że już nie muszę tego robić.” „Mam nową pracę, a kolejny raz daję sobie wchodzić na głowę”, „Jestem w kolejnym związku, w którym wszystko robię sama”. Zwykle właśnie problem ze zmianą schematów powoduje, że osoby z DDA/DDD decydują się na wizytę u psychoterapeuty. Psychoterapia pomaga to zauważyć, pozwala na zrozumienie tego i uczy jak właściwie zareagować w podobnych sytuacjach. Można oczywiście samodzielnie szukać pomocy, słuchając podcastów, czytając książki – można sobie dzięki temu uporządkować wiele spraw. Jednakże nie wszystkim to wystarcza. W psychoterapii jest coś, czego nie znajdzie się w żadnej książce czy w filmie audio i wideo, nawet przyjaciel czy przyjaciółka tego nie zagwarantują  – a mianowicie chodzi o tę nietypową bliskość, wsparcie i zrozumienie, a przede wszystkim leczącą relację terapeutyczną oraz bezpieczne warunki do pracy nad problemami i traumami. Sama mam za sobą kilka lat psychoterapii indywidualnej i grupowej, były one w różnym odstępie czasu i w różnych nurtach, a jednak czuję i wiem, że zawsze będzie coś do przepracowania, coś do zmienienia i coś do poznania, bo życie wciąż się zmienia, ludzie się zmieniają i ja się zmieniam. Poza tym lubię odkrywać w sobie nowe rzeczy. Możesz zapytać czemu aż tyle to trwało. Terapia to proces, a jeśli się trafi na nieodpowiednią osobę, to tyle ile czasu z nią spędzisz, odpowiednio długo trwa to dłużej. Jeśli natomiast trafisz dobrze, wcale nie musi być to długi proces. Wiele zależy od nurtu w jakim pracuje psychoterapeuta, z jakimi problemami idziesz, jak szybko się otworzysz i jakich skutków oczekujesz. Może być też tak, że skończysz jedną terapię w sześć miesięcy, a na kolejną wrócisz za pięć lat i będzie trwała rok. I będzie dotyczyła czegoś zupełnie innego i to jest w porządku. 

Także jeżeli czujesz, że potrzebujesz zmian w swoim życiu, jeżeli coś Cię gniecie i nie do końca wiesz co albo jeżeli wiesz co to jest, ale boisz się z tym zmierzyć samodzielnie, to rozważ poszukanie pomocy u certyfikowanego psychoterapeuty. Jeżeli jesteś DDA, jest duża szansa, że w Twoim mieście, albo w mieście najbliższym od Twojego miejsca zamieszkania, jest placówka albo ośrodek, który pomaga osobom takim jak Ty w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia. Zadzwoń i zapytaj. Natomiast jeżeli nie zachęca Cię czekanie na termin (jeżeli chodzi o terapię dla DDA, to terminy wcale nie są takie odległe jakby się mogło wydawać) i masz trochę funduszów, to wejdź na stronę znanylekarz.pl i kop. Kop, aż znajdziesz odpowiednią osobę. Pamiętaj przy tym, że psychoterapeuta, psycholog i psychiatra, to trzy różne zawody.

Psycholog, psychiatra i psychoterapeuta  – kto jest kim 😊

Wszyscy zajmują się ludzką psychiką i to ich łączy.

Psycholog ma uprawnienia do przeprowadzania diagnozy psychologicznej, opiniowania i świadczenia pomocy psychologicznej, gdy np. masz trudności w radzeniu sobie ze stresem, gdy przeżywasz kryzys psychiczny; masz konflikty w związku czy poważnie chorujesz. Co bardzo ważne – psycholog nie ma kompetencji do prowadzenia psychoterapii, chyba że ukończył specjalną czteroletnią szkołę psychoterapii. Psycholog zajmuje się konsultacjami psychologicznymi, wsparciem psychologicznym lub interwencją kryzysową, do której prowadzenia powinien odbyć dodatkowe szkolenie.

Psychiatra to lekarz. Zajmuje się diagnozą i leczeniem chorób oraz zaburzeń psychicznych. Pomoże dobrać leki, wystawi zwolnienie czy skieruje do szpitala psychiatrycznego albo oddziału odwykowego. Może zaproponować podjęcie psychoterapii. Warto zapamiętać, że niektórzy psychiatrzy mają kompetencje do prowadzenia psychoterapii, gdyż ukończyli odpowiednią szkołę, jednakże nie wszyscy mogą to robić.

Psychoterapeuta musi być po studiach humanistycznych lub medycznych, a następnie musi odbyć bardzo drogie specjalistyczne szkolenie, które w Polsce trwa zwykle 4 lata i kończy się egzaminem certyfikacyjnym. Do psychoterapeuty można zgłosić się z depresją, zaburzeniami odżywiania, lękami, uzależnieniami i innymi problemami dotyczącymi np. nawiązywaniem czy utrzymywaniem relacji z innymi ludźmi czy nieradzeniem sobie z kontrolowaniem emocji, ale i nie tylko. Jeśli tylko ma się poczucie, że trzeba coś zmienić jakikolwiek aspekt, który utrudnia funkcjonowanie społeczno-zawodowe, to psychoterapeuta jest odpowiednią osobą, która pomoże uzyskać pożądane satysfakcjonujące efekty. Jeśli oczywiście masz gotowość do zmian, bo bez Twojego udziału samo się nie zrobi.

Warto tu nadmienić, że szkoły psychoterapii reprezentują różne jej nurty m.in.; poznawczo-behawioralny, Gestalt, systemowy, integracyjny, psychologii procesu, psychodynamiczny, psychoanalityczny, humanistyczny, egzystencjalny czy np. podejście do człowieka w analizie bioenergetycznej. Wszystkie różnią się teoriami powstawania zaburzeń, podejścia do relacji terapeutycznej i sposobu w jaki jest prowadzona terapia.

Możesz nie być zwolennikiem/zwolenniczką psychoterapii, możesz nie wiedzieć co o niej myśleć, możesz też chcieć spróbować czy to coś dla Ciebie. Moim zadaniem nie jest namawianie kogokolwiek do czegokolwiek, post ten ma charakter wyłącznie informacyjny. Zrób z tą wiedzą co chcesz. 😊

Myślę, że to tyle na dzisiaj. Tekst pisałam w oparciu o różne źródła wiedzy (książki, internet), a także wykorzystałam niektóre treści ze swojej pracy licencjackiej (temat: poczucie własnej wartości kobiet z rodzin dysfunkcyjnych).

Wiem, że wpis ten jest niesamowicie długi, ale wiedza tu zawarta, była na tyle ważna, że nie mogłam niczego pominąć.

Dziękuję za Twoją obecność i za Twój poświęcony czas.  

Similar Posts

4 Comments

  1. Cudowny wpis. Potrzeba olbrzymiej odwagi, aby mierzyć się z własnymi problemami i wychodzić z walki z nimi z tarczą. Każdemu życzę takiej odwagi. Praca nad sobą jest jedną z najlepszych rzeczy jakie możemy zrobić dla siebie i dla innych. Oby każdy umiał to docenić.

    1. Dziękuję za komentarz. To prawda, że trzeba odwagi do mierzenia się ze swoimi słabościami i do przyznania się przede wszystkim, że problem w ogóle istnieje. Myślę, że z każdą kolejną próbą, na jaką się decydujemy, stajemy się silniejsi i pewniejsi, że ta praca się opłaca. I tak jak piszesz, oby inni potrafili to docenić. Zmieniamy się, by nam się lepiej żyło, ale też i dlatego byśmy byli lepsi w obyciu dla innych. 🙂
      Nigdy nie wiemy, kto z czym się mierzy, warto dla każdego mieć otwarte serce i głowę.
      Serdeczności.

  2. Olu, świetny, ciekawy i wartościowy wpis! 💖 Z chęcią przeczytam ciąg dalszy! Bo informacje zawarte w Twoim tekście to nie tylko wskazówka dla przyjrzenia się własnym emocjom, zachowaniom, stylowi życia. To przede wszystkimi możliwość odnalezienia Siebie w historii drugiej osoby. To okazja na poczucie siostrzeństwa. Poczucie, że nie jest się samej, samemu z problemami. Że gdzieś tam w świecie jest mnóstwo takich jak ja i Ty – i to jest okej. Nasze uczucia są okej. Nasze zachowania są okej. Z nami jest wszystko w porządku i nasza wartość jest identyczna jak wartość dziecka z „normalnego domu”. Choć, jak mówisz – i ja się z tym zgadzam – „nie ma domu bez ułomu” 😊 Fajne powiedzenie, btw! Takie „rozwalające system”, że tak powiem 😉

    Dziękuję za Twoje pisanie – i Twoją obecność, Siostro 🙏

    1. Monia, Twoje słowa zawsze ogrzewają serducho. 💖
      Dziękuję. Podnosi na duchu świadomość, że gdzieś tam jesteś w wirtualu.
      Ja też lubię to powiedzenie. Jest taki prawdziwe!
      Ściskam :*

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.