<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Między nocą a dniem &#8211; Aleksandra Sztorc</title>
	<atom:link href="https://aleksandrasztorc.pl/category/poezja/miedzy-noca-a-dniem/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://aleksandrasztorc.pl</link>
	<description>Strona autorska</description>
	<lastBuildDate>Wed, 11 Dec 2024 19:29:28 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0.3</generator>
	<item>
		<title>Między nocą a dniem</title>
		<link>https://aleksandrasztorc.pl/miedzy-noca-a-dniem/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=miedzy-noca-a-dniem</link>
					<comments>https://aleksandrasztorc.pl/miedzy-noca-a-dniem/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Aleksandra Sztorc]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 26 Oct 2022 17:36:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Między nocą a dniem]]></category>
		<category><![CDATA[Poezja]]></category>
		<category><![CDATA[poezja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://aleksandrasztorc.pl/?p=2357</guid>

					<description><![CDATA[Gdy dobrze i źle.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[		<div data-elementor-type="wp-post" data-elementor-id="2357" class="elementor elementor-2357">
						<section class="elementor-section elementor-top-section elementor-element elementor-element-48bd91e0 elementor-section-boxed elementor-section-height-default elementor-section-height-default" data-id="48bd91e0" data-element_type="section" data-e-type="section">
						<div class="elementor-container elementor-column-gap-default">
					<div class="elementor-column elementor-col-100 elementor-top-column elementor-element elementor-element-7677534c" data-id="7677534c" data-element_type="column" data-e-type="column">
			<div class="elementor-widget-wrap elementor-element-populated">
						<div class="elementor-element elementor-element-4d5e4368 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="4d5e4368" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
				<div class="elementor-widget-container">
									<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Słowa trzeba ważyć</strong></span></p>
<p>jak kamień o kamień pocieram <br />nadąsane wargi</p>
<p>musisz uważać teraz gdyś tak delikatny <br />bo słowa mogą parzyć <br />i nie wiem czy to zniesiesz</p>
<p>gdy ranię i drażnię <br />kopię i deptam <br />jak mrówki czerwone których się boję</p>
<p>i choć nadal <br />toniemy i płoniemy <br />w morzu i w piekle <br />kłamstw i łez</p>
<p>to ta chwila już minęła <br />nieuchwytna w swojej sile</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Tak się złożyło</strong></span></p>
<p>targnęłam się na własne uczucia <br />nie jestem głodna dziękuję <br />złudzeń nie strawię <br />są ciężkie i mam po nich zgagę</p>
<p>ale tak się złożyło w ten dzień <br />i muszę wyrzygać co niesmaczne <br />potem przełknąć zapić i zapomnieć<br />jak seks koleżeński</p>
<p>nie chcę rozmawiać z chłopcem <br />który nie wie jak brzydki jest świat<br />mam dość rozpoczynam terapię</p>
<p>ona na małych łapkach biegnie pod drzwi <br />gdy wracam ze stacyjnego burdelu</p>
<p>sprawia że dławię się szczęściem <br />i sram na nasz koniec</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Bumerang</strong></span></p>
<p>pozwoliłam ostatniemu słowu<br />stać się bumerangiem w głowie<br />powtarzałam je na różne sposoby<br />by zrozumieć sens</p>
<p>na nic</p>
<p>osoliłam łzami gorącą kawę<br />zostawiła pęcherze zawodu na języku<br />bolące jak ten wyraz<br />który utknął między migdałem a przełykiem</p>
<p>koniec koniec koniec koniec</p>
<p>teraz rozumiem tylko tyle<br />że kawa smakowała gównem</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Śnię na jawie</strong></span></p>
<p>mgiełka rozpaczy <br />wydobywa się z rojeń sennych <br />o nieszczęściu które sobie wmawiam</p>
<p>tak wypełnia się czas</p>
<p>stęchlizna imitacji życia <br />rozdziera nozdrza <br />zabija zmysły</p>
<p>kończy się film</p>
<p>widzę siebie lepszą <br />amatorkę rozdającą uśmiechy <br />w niedzielne przedpołudnie</p>
<p>budzę się przerażona</p>
<p>nie chcę byś patrzył na mnie <br />nie chcę byś dotykał tak jak nie można</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Rozkład myśli</strong></span></p>
<p>niewłaściwe szepty puszczam pod sufit<br />może oknem wylecą w świat<br />i nie wrócą</p>
<p>nauczą milczenia<br />tak jak trzeba</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>W kałuży</strong></span></p>
<p>nudne niebo dzisiaj<br />umiera ciszą wiosenną</p>
<p>miasto takie puste- <br />widzę je w kałuży</p>
<p>chyba wejdę do niej<br />bo wszędzie zbyt daleko</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>zmęczenie materiału</strong></span></p>
<p>siłuję się z lękiem na rękę <br />palce już bolą <br />obite czerwone wciąż przegrywające</p>
<p>pod ścianą myśli <br />sapią ze zmęczenia <br />przygniecione stertą ubrań</p>
<p>w oknie kwiat umiera <br />podłoga choruje od brudu <br />książki mdleją na półce</p>
<p>i nijak się ma to moje patrzenie z boku <br />z dystansem czucie <br />to nic nie wiem obojętnie</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Wszyscy kłamią</strong></span></p>
<p>w ułamku chwili łamie się czas <br />siedzimy w nowych fotelach <br />i grzejemy miejsce dla nowego ja</p>
<p>niech spadnie niebo <br />wzniesie się morze <br />poudawajmy jeszcze trochę</p>
<p>mamy czas na kłamstwo <br />miejsce na stare łóżko <br />później będziemy jak z marzeń</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Nic się nie stało</strong></span></p>
<p>płać puszczalska <br />za kochanie <br />nie płacz <br />nad rozlaną wódką</p>
<p>twój bełkot <br />na ustach umiera <br />przełknęłaś nie bez zapitki</p>
<p>jemu jest najlepiej <br />odwrócony już zapomniał <br />o kolorze niezrozumienia w oczach</p>
<p>a ty nadal nie rozumiesz <br />że nic się nie stało</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Powiedz że mam iść</strong></span></p>
<p>nie muszę lubić by kochać<br />wiesz to najlepiej mamo</p>
<p>zamknięta w pokoju z zabawkami <br />którymi nie mogłam się bawić<br />nie wiem jak żyć</p>
<p>powinnam już wyjść</p>
<p>czas powiedzieć kocham<br />i zatrzasnąć drzwi</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>***</strong></span></p>
<p>skoncentrowana w jednym ciele <br />cała gama samotności<br />i nie wiadomo czy to już koniec czy jeszcze nie<br />czy trzymać tą brzytwę <br />czy popłynąć z nurtem</p>
<p>niezrozumiana głowa pełna wstawania i spadania<br />— to nie jest w porządku<br />by samobójców nie wpuszczali do nieba<br />to jest bez sensu<br />ból na dwa światy mi się nie zgadza</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>nie prześpię się z tą myślą</strong></span></p>
<p>miękko stawiam bose stopy <br />przy chłodnej ścianie</p>
<p>przepuszczam myśl by mogła pierwsza <br />wyrzygać świat</p>
<p>docieram do niej <br />i topię w gorzkiej ślinie</p>
<p>chyba coś poszło nie tak <br />bo nadal ją słyszę</p>
<p>w ciszy flanelowej <br />wróciła do łóżka</p>
<p>naga i mokra zaczekam do świtu<br />niech zaśnie tam sama</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>szpetna odsłona światła</strong></span></p>
<p>wpatrzona w rysę na szybie <br />która musi tu być od dawna <br />ukradkiem naciąga rękawy <br />na zbyt krótkie paznokcie</p>
<p>ślepa noc zasłoniła jej skazy<br />już nie widać</p>
<p>teraz<br />śpi spokojnie <br />na poszczypanych policzkach</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>(nie) myśleć</strong></span></p>
<p>czas wypluł ostatnie słowo</p>
<p>milczeć nikt nie nauczył <br />ze słabej rasy głupców</p>
<p>jakież zdziwienie nasze <br />jaka niewiedza <br />i mądrość <br />gorsza niż wszystko</p>
<p>nie myśleć teraz <br />bardziej nie myśleć <br />albo myśleć bardziej <br />myśleć <br />niż później żałować</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>karma</strong></span></p>
<p>bądź miłościwa dziwkom płaczu — odpuść <br />jak i ja odpuszczam skurwysynom litość</p>
<p>uwierz w miłość — sobie na przekór<br />jak i ja zawierzam naiwnym w grzechu</p>
<p>wybacz gwałt dziewiczy — jak i ja wybaczam <br />nim znów dopuścimy się gniewu</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>kończymy się</strong></span></p>
<p>okiem stażysty życia<br />rzec mogę że świat się zmienia<br />aż słońce pobladło z wrażenia</p>
<p>i nic już tu po nas</p>
<p>zeżrą nas piksele <br />zatopią fale<br />nie tylko radiowe</p>
<p>szyfrowane człowieczeństwo<br />poumiera <br />zapomniane przez Boga</p>
<p>a w kopii roboczej<br />bądź gdzieś w skrzynce ze spamem<br />zachowamy po sobie marzenia</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>w niedosłowności</strong></span></p>
<p>uchodzi z nas czułość <br />do obcych ogrodów <br />do nie swoich pościeli <br />i do siebie nawzajem</p>
<p>ciała nasze blade<br />dopaminą nie <br />tylko grawitacją przyciągane</p>
<p>i nawet gdyby niebo położyć <br />a ziemię powiesić nad głowami <br />to i tak bylibyśmy bliżej <br />oddalenia się od siebie</p>
<p>ulotny ten nasz schron <br />jak sen wypuszczony nad ranem <br />gdy niechcący spoglądam w okno</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>piąta noc</strong></span></p>
<p>to był bardzo czarny wieczór<br />w towarzystwie licha jakiegoś</p>
<p>czułam jego obecność <br />w pojemniku na pościel<br />gdy wszystkie złe myśli <br />palcami pieszczotliwie układał do snu</p>
<p>a sen złośliwie na balkon wyszedł</p>
<p>podziwiał pomarańczowe miasto pomników</p>
<p>gdzieś na skraju nocnej włóczęgi pytałam ciemność <br />czy miłość zbawia ode złego<br />bo jeszcze dycha truchło <br />jeszcze uparcie się trzyma biednego człowieka</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>sumienie</strong></span><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>(do człowieka)</strong></span></p>
<p>hejże ubogi człowieku <br />nadęte twe myśli <br />przyłapane na ucieczce <br />na wulgarnych wargach</p>
<p>jeszcze nie skończyłeś <br />a już mi wstyd za ciebie</p>
<p>po ścieżkach niewiedzenia <br />czyjejś uwagi się chwytasz <br />jak ten co tonie</p>
<p>i masz ją <br />na chwilę</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>słowo nie na niedzielę</strong></span></p>
<p>Niezręczna ta godzina. <br />Próżno czekam na dobre słowo, <br />takie wyważone, wybrane, niedzielne i słodkie.</p>
<p>W półsłowie szukam, <br />tego czegoś, co między wierszami bywa.</p>
<p>No i znajduję. <br />A jakże.<br />Ciężkie i zamierzone, <br />jak palec co pod młotek, <br />sam się pcha.</p>
<p>Takie umyślne, wystrugane na ostro,<br />jak kij do kiełbasy &#8211; słowa.<br />Ach, nadziewam się na nie, <br />przypadkiem,<br />od niechcenia.</p>
<p>I już wystarczy nam rozmów na dziś.<br />Pokłuci kładziemy się spać.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Boże przedszkole</strong></span></p>
<p>w niewiedzy powołane do życia<br />zaistniały na wieczność</p>
<p>stłumiony płacz w zarodku<br />zamarł na zawsze</p>
<p>niezaczerpnięty pierwszy oddech<br />zduszony w matczynych objęciach<br />nienarodzonych dzieci Boga</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Ażeby tak po coś</strong></span></p>
<p>Ażeby tak las, <br />a w lesie ciemno.</p>
<p>Ażeby tak przyszło samo, wpełzło&#8230; <br />przez usta suche, oczy mokre, czerwone.</p>
<p>Ażeby tak weszło i wypaliło wszystko, <br />żarem swojej pewności.</p>
<p>Ażeby tak nic nie zostało.<br />Żadna zła, dobra, czy nijaka, ona. Emocja.</p>
<p>Żeby mogła nie czuć, nie musieć, nie myśleć,<br />o kimś, o nim, o sobie, o innych.</p>
<p>Żeby nie robić, nie patrzeć, nie słyszeć, <br />czego się nie chce, czego się nie da, czego nie trzeba.</p>
<p>A i tego co można i trzeba.</p>
<p>Żeby tak nic, żeby coś, <br />po coś, do kogoś i o coś.</p>
<p>Ale po co?</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Na cmentarzu drzew i ludzi</strong></span></p>
<p>Przy ulicy Gałczyńskiego,<br />rozmowa marmuru z lipą się toczy;</p>
<p>O tym, że styczeń jak dziecię młody,<br />że bez sił wkracza w świat stary.</p>
<p>I o tym, że za późno liście opadły.<br />Że śnieg zbyt biały z nieba sypie, <br />przed którym w obronie oczy się mruży.</p>
<p>Przechodzę przypadkiem,<br />między nimi chłodnymi,<br />co już wstawać nie muszą nigdzie, <br />ani przed czasem uciekać chciwcem.</p>
<p>On już ich dogonił, cwany.<br />Sny pomierzył kilometrami.<br />godziny przeliczył łzami.</p>
<p>Wszystko musiało się zgadzać.</p>
<p>Ale teraz nic tu już po nich.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>wina i kara</strong></span></p>
<p>w upokorzeniu drzemie moc najczystsza <br />on wymierza ją w nią<br />by swoje lęki niezrozumiałe schować przed światem<br />w ciemności nabierają dodatkowej siły</p>
<p>zmotywowany wiarą że krytyka kształci<br />a tracenie wzbogaca<br />nawet się nie zawahał<br />i polał spirytusem serce przypalone żarem oskarżeń<br />doskonale wiedział że zaboli <br />to oczyszczanie atmosfery</p>
<p>sponiewierani przez życie oboje z poczuciem grzechu<br />opierają się przebaczeniu gdy dążą do sprawiedliwości</p>
<p>ścigają się po wygraną gdzie nagrodą jest przegrana<br />docierają do granic gdzie każdy żyje sam<br />i umiera sam</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>tęsknota nie musi boleć</strong></span></p>
<p>tęsknię do siebie samej</p>
<p>nie tej z wczoraj<br />ubranej w bezradność<br />i nie tej z dzisiaj zapłakanej</p>
<p>lecz do tej wciąż mi nieznanej</p>
<p>tęsknię za nią</p>
<p>i coś mnie kłuje w mostku</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>odkryta prawda</strong></span></p>
<p>Porzucanie złudzeń,<br />to oczyszczający zabieg.</p>
<p>Nawet, gdy jeszcze się krwawi, <br />po otwartej ranie,<br />gdy dąsa się jak dziecko, <br />któremu odmówiono kupna zabawki<br />i gdy się skomle jak porzucone szczenię.</p>
<p>To wciąż jest to dobre i potrzebne.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>złość</strong></span></p>
<p>Czuję jak się zbliża – przyczajona.<br />Kocim ruchem atakuje, chwyta za gardło, ściska.<br />Wypluwa słowa z końca języka. <br />Gorączką obmywa twarz, przedramiona, kręgosłup.<br />Uderza we mnie z gwałtowną siłą.<br />Ogłuszona, na sekundę, stoję z pustką w głowie<br />i drżę cała nią wypełniona.<br />Trudno powiedzieć czego tak właściwie chce.<br />Dumna i nieczuła, nagła jak zawrót głowy – jest <br />i odejść nie chce.</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>migracje II</strong></span></p>
<p>na emigracji jedyne co się ma <br />to wiarę</p>
<p>wiarę w to że będzie dobrze<br />że się da radę<br />że się wróci do domu</p>
<p>w rodzinę — że czeka<br />wiarę w niego — że nie zostawi<br />że związek przetrwa</p>
<p>że będzie praca<br />że będzie gdzie mieszkać</p>
<p>nawet wiarę w Boga <br />na nowo</p>
<p>ma się wiarę we wszystko</p>
<p>tylko nie w siebie</p>
<p><em>(2015)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Las</strong></span></p>
<p>Między drzewami słychać<br />— pająka mam na sobie.</p>
<p>— pająka mam — wlazła w las.<br />W rozkołysaną melancholię.</p>
<p>Myśli — bez uniesień, cudów i Carpe Diem —<br />o tym by przetrwać. <br />Tylko to.</p>
<p>— pająka mam — nieszukaną myślą wypełnia las.</p>
<p>Wydyszała; <br />— gdzie do diabła ten pieprzony samochód?</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Brak sygnału</strong></span></p>
<p>Czy to dla mnie to ostatnie miejsce?</p>
<p>— ten pociąg nie ma kół. Nie widzi pani?<br />— więc zapnę pasy.</p>
<p>Nie spojrzę w okno.</p>
<p>Bo stoi tam głupia. <br />Pozwala się mijać.</p>
<p>Sama mi blaknie jak cień.</p>
<p>— nie pojedziemy proszę pani.<br />— nic nie szkodzi, mam pasy.</p>
<p>Mam tu bezsens.</p>
<p>I przeciągniętą winę<br />na stronę niczyją.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Na Mickiewicza</strong></span></p>
<p>Wychodzę na miasto, <br />zmęczone mijającą od tygodnia zimą, <br />i zanurzam się w nocnym oddechu ulic.</p>
<p>Wydeptaną ścieżką, zawsze w niedoczasie, <br />biegnę pod twoimi oknami.</p>
<p>Nie umiem zrezygnować — nie pytaj czemu.</p>
<p><em>(marzec 2019)</em></p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>puste pudełko</strong></span></p>
<p>szukam w myślach patetycznych uniesień<br />co by wyraziły moją niechęć<br />co by pokazały co zostało <br />w tekturze zobojętnienia</p>
<p>no bo niby gdzieś coś jest no ale jakoś chyba nie bardzo<br />może coś gdzieś ale to raczej niepewność</p>
<p><em>(kwiecień 2019)</em></p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Potrzebny krawiec na wczoraj</strong></span></p>
<p>Jestem utkana ze skrajności<br />— taki śni mi się sen o sobie.</p>
<p>W podartej przeszłości<br />próbuję wycerować rozwiązanie.</p>
<p>Niekobiecość w kobiecość przerobić jakoś.<br />Na obcasach chodzić,<br />makijaż rano nakładać.<br />Wierzyć, że mi się podoba.</p>
<p>Tylko ty wzdychasz jakiś nieswój. <br />Nie patrzysz na wprost, <br />nie pytasz czy słychać i co,<br />nie widzisz, że kawę solisz. <br />W dodatku moją.</p>
<p>Porozmawiajmy może?<br />Może o naszych sprawach, <br />może bardziej pewni,<br />nieoddzielni<br />Bo teraz jakoś nazbyt kamieniem milowym <br />jesteśmy do siebie.</p>
<p>W niebezpiecznych rejonach samotności, <br />prujemy sobie przyszłość,<br />choć wielka w nas na to niezgoda.</p>
<p><em>(marzec 2019)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Polecie</strong></span></p>
<p>Z wolna wkrada się w nozdrza zapach wrześniowego poranka.<br />Jaskółka chłodnych harców, słodkich gruszek i winogron, <br />tulących się do werand.</p>
<p>Czuć już ostatnie podmuchy woni skoszonej trawy,<br />nadal nagrzanej słońcem.</p>
<p>Liście złote bez ikry prószą się pod podeszwy. <br />Tych z letnich jeszcze wystaw.</p>
<p>Żurawie gromadzą się na polach,<br />w pełnej gotowości na słoneczne wakacje w „nie tutaj”.</p>
<p>A dzieci niechętnie wybierają zeszyty, <br />zaganiane przez matki między sklepowe półki.<br />Już tornistry zapełniają nową klasą.<br />Książkami z podpisem, świadczącym o przynależności jakiejś —<br />klasa piąta B — ułożyły je równo, choć wciąż nie według planu lekcji.</p>
<p>I wieczory <br />te z kubkiem herbaty, przy świeczkach i z książką, <br />pod wrzosowym kocem, jakoś szybciej się wkradają w czas wolny.</p>
<p>Coraz nam go mniej.</p>
<p>Krótka chwila i będzie po równo.<br />Po połowie słońca dla każdej ze stron.</p>
<p>Jeszcze jeden długi spacer,<br />w nie letnim deszczu,<br />i już.</p>
<p>Przyjdzie jesień</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>choroba osób i mienia</strong></span></p>
<p>ewoluował chodnik z podmiejskiego na miejski<br />witając wyczerpane codziennością buty</p>
<p>te — w zielonym przypływie chwilowego entuzjazmu<br />ruszyły na przeciwległą stronę drugiego <br />goniąc za jutrzejszym dzień dobry</p>
<p>zmienione parki miejskie <br />w samym środku wielkomiejskiego szumu <br />kryją matki z dziećmi w wiosennym już klimacie<br />seniorów nieśpieszących się nigdzie<br />i biegaczy na wpół znużonych</p>
<p>przekształciły się wszelkie zasady nakazu i zakazu<br />kodeksy wymowy i odmowy<br />zwyczaje jedzenia <br />reguły picia<br />normy pracy i odpoczynku<br />(z czego tego pierwszego jest więcej od tego drugiego)<br />reguły kochania i etyka wychowania<br />a z nauką doświadczania i wyrażania<br />niektórzy nie maja nic wspólnego</p>
<p>nic tu już nie jest jak przedtem</p>
<p>a przedtem<br />dla potrzeb zmizerniałych trepów wycofało się do wczoraj<br />by zostać tylko wspomnieniem<br />tym — „kiedyś, było inaczej” i jeszcze tym — „za moich czasów” by oszukiwać sznurówki myśli że wciąż jest im źle<br />albo raczej że nigdy nie będzie dobrze<br />choćby nie wiadomo co</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>jesień</strong></span></p>
<p>Wylewa się z parków magia —<br />jak złoto – ruda łuna <br />letniego dnia.</p>
<p>Krwawi z otwartych żył <br />wprost pod buty <br />tęsknych myśli.</p>
<p>Przyjęła na siebie cały mój świat.</p>
<p>Otula słodko – gorzki świat<br />październikowym szalem.</p>
<p>A gdy umrze, <br />listopadowym rankiem, <br />zimowy nastanie czas.</p>
<p><em>(wrzesień 2018)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Wiosenne masło maślane</strong></span></p>
<p>Niewyspana wiosna brudzi okna <br />brzozowym pyłem — no i na co komu ona?<br />W twarze dzieci kpiną<br />wyciera niespełnione sny.</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Problem alkoholowy</strong></span></p>
<p>Jedyny problem z alkoholem ma taki, że nie wie skąd go wziąć, gdy mu zabraknie.</p>
<p>nie widzi sponiewieranego ego. ego jego, jej, jej, jego i mojego.<br />NO I CO, że teraz mniej, że milej, że jej lżej?<br />że się jątrzy, że pulsuje, że nie znika, <br />stary cień?<br />widzę bruzdę, wy niuanse. <br />jest ok,</p>
<p>ale chce mi się pić.</p>
<p>leżę obok miski z wodą <br />już osiemnaście lat i nic.</p>
<p><em>(czerwiec 2019)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>***</strong></span></p>
<p>czasem trzeba być artystą – <br />kochać swoje miejsce jak żadne<br />rozbudzać namiętność jakiej nikt nie zna<br />w pustym fotelu czuć tęsknotę <br />tego czego nie ma</p>
<p>czasem trzeba być sprzecznością – <br />nie chcieć tego świata<br />ale pragnąc go serdecznie<br />nie chcieć jego miłości<br />ale kochać na zabój</p>
<p>czasem wypada być człowiekiem – <br />w ludziach widzieć dobro<br />ufać gdy nie warto<br />słuchać choć się nie chce</p>
<p>czasem trzeba przede wszystkim<br />w sobie rozbudzić siebie</p>
<p><em>(10.07.2020)</em></p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>***</strong></span></p>
<p>Zacznij wodzić po mnie palcem &#8211; zrozumiem, że chcesz.<br />Ciałem ciebie najpierw wykarmię,<br />choć sama też głodna jestem.<br />Wrażeń. Doznań. Wielkich rzeczy.</p>
<p>Przekształcam się.<br />By dopasować się w tobie, do ciebie, do nas, na zawsze, <br />z przysięgą na lewym serdecznym, spuchniętym.<br />Ty też pasujesz.</p>
<p>Wypełniona tobą, przyszłością, życiem, może nadzieją, <br />zapachem jutra i tego co żałośnie zwiastuje, że znów się udało, <br />chociaż się nie chce.</p>
<p>Nic się nie zmienia i wszystko się zmienia.<br />Jestem więc żyję jeszcze</p>
<p><em>(czerwiec 2022)</em></p>
<p> </p>
<p><em> </em></p>
<p><!-- /wp:paragraph --></p>								</div>
				</div>
					</div>
		</div>
					</div>
		</section>
				</div>
		]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://aleksandrasztorc.pl/miedzy-noca-a-dniem/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
