<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Poezja &#8211; Aleksandra Sztorc</title>
	<atom:link href="https://aleksandrasztorc.pl/category/poezja/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://aleksandrasztorc.pl</link>
	<description>Strona autorska</description>
	<lastBuildDate>Sun, 28 Sep 2025 07:13:31 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0.3</generator>
	<item>
		<title>Później będzie żyć</title>
		<link>https://aleksandrasztorc.pl/za/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=za</link>
					<comments>https://aleksandrasztorc.pl/za/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Aleksandra Sztorc]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 11 Dec 2024 19:32:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Poezja]]></category>
		<category><![CDATA[Później będzie żyć]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://aleksandrasztorc.pl/?p=3490</guid>

					<description><![CDATA[Jest jak jest.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[		<div data-elementor-type="wp-post" data-elementor-id="3490" class="elementor elementor-3490">
						<section class="elementor-section elementor-top-section elementor-element elementor-element-30faa43 elementor-section-boxed elementor-section-height-default elementor-section-height-default" data-id="30faa43" data-element_type="section" data-e-type="section">
						<div class="elementor-container elementor-column-gap-default">
					<div class="elementor-column elementor-col-100 elementor-top-column elementor-element elementor-element-0693dad" data-id="0693dad" data-element_type="column" data-e-type="column">
			<div class="elementor-widget-wrap elementor-element-populated">
						<div class="elementor-element elementor-element-bc26eaa elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="bc26eaa" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
				<div class="elementor-widget-container">
									<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Pudełko Faradaya</strong></span></p>
<p>tak sobie siedzi na ciepłym dywaniku<br>zażaleń<br>szeptucha co nic nie wie o sobie<br>a wszystko co wie<br>zamknęła szczelnie w spojrzeniu</p>
<p>ma w nim lustro<br>i już nie musi być sobą<br>będzie kim chcą</p>
<p>narzędziem miękkim<br>ciepłym wystarczającym</p>
<p>patrzy tak na siebie</p>
<p>jak na kaplicę<br>jak na umieranie<br>już nic jej nie będzie<br>zamknięta szczelnie<br>upchnięta w doświadczenie<br>niech czuje</p>
<p>(maj 2023)</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Pękła mi ręka, głowa, serce. Nie wiem który już raz.</strong></span></p>
<p>Zaczyna się od, a kończy się na.</p>
<p>Punkty wyjścia i punkty wejścia zamknięte –<br>na SOR naszych bijących, tuptających do siebie serc.<br>I od siebie też.</p>
<p>Kierunki się mieszają, orbita przestała istnieć.<br>Wypadła miłość w kosmos.<br>W próżnię.<br>Nie uchwyciła się głupia żadnej liny, stalowego uchwytu, ludzkiej dłoni, czegokolwiek.<br>Nic.</p>
<p>Za późno jest.</p>
<p>Czas zgonu:<br>czwartek wieczór.</p>
<p>(grudzień 2024)</p>
<p><strong><u>Ocenzurowane miejsce</u></strong></p>
<p>Nie było mnie tam, chyba nawet nigdy.</p>
<p>Tak naprawdę.</p>
<p>A tam ciepło jest.</p>
<p>Przytulnie.</p>
<p>Tak jak w domu powinno być.</p>
<p>A ja to się boję domu.</p>
<p>Może dlatego już go nigdzie nie czuję.</p>
<p>Mimo, że mam.</p>
<p>Trochę jakbym nie pasowała.</p>
<p>Do życia też.</p>
<p>No więc tam, gdzie przytulnie i ciepło,</p>
<p>i gdzie mnie nie było,</p>
<p>to cudze serce jest.</p>
<p>Twoje.</p>
<p>Dlatego biegnę.</p>
<p>Ile sił w nogach, płucach, w głowie.</p>
<p>Biegnę do siebie.</p>
<p>Po ratunek.</p><p>(marzec 2025)</p>								</div>
				</div>
					</div>
		</div>
					</div>
		</section>
				</div>
		]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://aleksandrasztorc.pl/za/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Najgorszy tomik na świecie</title>
		<link>https://aleksandrasztorc.pl/najgorszy-tomik-na-swiecie-2/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=najgorszy-tomik-na-swiecie-2</link>
					<comments>https://aleksandrasztorc.pl/najgorszy-tomik-na-swiecie-2/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Aleksandra Sztorc]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 26 Oct 2022 18:54:51 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Najgorszy tomik na świecie]]></category>
		<category><![CDATA[Poezja]]></category>
		<category><![CDATA[poezja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://aleksandrasztorc.pl/?p=2411</guid>

					<description><![CDATA[Gdy się tylko jest.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[		<div data-elementor-type="wp-post" data-elementor-id="2411" class="elementor elementor-2411">
						<section class="elementor-section elementor-top-section elementor-element elementor-element-2908c1af elementor-section-boxed elementor-section-height-default elementor-section-height-default" data-id="2908c1af" data-element_type="section" data-e-type="section">
						<div class="elementor-container elementor-column-gap-default">
					<div class="elementor-column elementor-col-100 elementor-top-column elementor-element elementor-element-14d0910c" data-id="14d0910c" data-element_type="column" data-e-type="column">
			<div class="elementor-widget-wrap elementor-element-populated">
						<div class="elementor-element elementor-element-549baf7 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="549baf7" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
				<div class="elementor-widget-container">
									<p><b><u>zawsze jest wyjście</u></b></p><p>jeśli zamknięte drzwi<br />to otwarte okno<br />tak mówią</p><p>jak dobrze jest mieszkać<br />dziesięć pięter w dół</p><p><em>(październik 2015)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>głód </strong><strong>miłości</strong></span></p><p>zbłąkana w dziczy płytkich oddechów<br />i myślowych wymiocin<br />łowię smutne spojrzenia<br />złaknione uwagi</p><p>pożółkłe piernikowe miasto<br />nęci jałowe serce<br />na bezustannym głodzie miłości</p><p><em>(czerwiec 2018)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Szesnaście słów wypowiedzianych nożem</strong></span></p><p>raz za razem wbijasz je<br />w ciało kruche<br />nieodporne</p><p>nie chcę słuchać</p><p>że już może jest ze mną lepiej<br />że już cię nie potrzebuję<br />że to już koniec</p><p>nie przyjmuję<br />twoich dobrych wiadomości</p><p>wiedz<br />że ze mną wszystko jest źle</p><p><em>(wrzesień 2018)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Anhedonia</strong></span></p><p>Smutek rodzi się z myśli,<br />tylko pustki potrzebuje by być.</p><p>On i ja.<br />Współistniejemy w milczeniu.</p><p>W piątek wieczorem, zapytałam go cicho<br />do jakiej krainy trafiają samobójcy<br />— nie potrafił odpowiedzieć.</p><p>Boję się o nas.</p><p>Możemy nie przetrwać naszego świata.</p><p><em>(październik 2018)</em></p><p><strong><u>wybrałam na wieki nie chcieć się śmiać</u></strong></p><p>nie chcę więcej prawd<br />tych ze szczerych głębin<br />gdzie dusza dom ma</p><p>nie chcę już nic wiedzieć <br />kto i po co jest</p><p>w błędzie <br />upewniać siebie<br />że nie poczuję &#8211; <br />bo nie chcę</p><p>trzeba uważnić prawdę<br />podlejszą niż pierwsza myśl tuż przed świtem<br />że ten świat nie jest już dla mnie</p><p><em>(grudzień 2018)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>dystymia</strong></span></p><p>wdech i wydech<br />— przeponowo dryfuje na granicy rozpadu<br />trzyma kurczowo w objęciach<br />podarte kawałki przeszłości</p><p>wdech<br />— wypływa na powierzchnię<br />w południe zwykłego wtorku<br />dociera do brzegu zaraz za sumieniem<br />wydech</p><p>ostrożnie stawia pierwszy krok<br />na zimnej podłodze<br />próbuje chyba gdzieś pójść<br />chyba do siebie dojść</p><p>wzrokiem błądzi do lustra<br />wykrzywione w grymasie usta drżą<br />— wdech<br />niekompatybilne do całej reszty<br />policzki podbródek oczy wszystko<br />— puchnie depresją</p><p>przerażona sobą wypuszcza z płuc niepokój<br />znów nadchodzi<br />może zdąży dotrzeć do łóżka</p><p>nie – nie zdąży<br />popsuło się ciało<br />upadło – rozstrojone i pogruchotane<br />wyje i się trzęsie<br />wdech<br />wdech<br />wydech</p><p><em>(grudzień 2018)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>a na imię miała depresja</strong></span></p><p>chaos w półszepcie zagłuszam<br />i w pół jeszcze w nim jestem</p><p>napięta jak struna na wyczerpaniu<br />no bo przecież miało być dobrze<br />no bo już miało się chcieć<br />— a nie chce</p><p>znów jestem w połowie<br />do ciebie<br />i do siebie jakoś tak dalej niż zwykle<br />i do niego — sennego</p><p>do włosa jednego słabego<br />złotej Roszpunki — co przy oknie czeka</p><p>jestem w połowie<br />i to bardziej w tej drugiej<br />ja senna<br />w chaosie<br />w półszepcie</p><p>znów leży obok mnie<br />nuci do ucha — najwyższy czas<br />i w pół oddechu milknę<br />w półśnie odpływam<br />w czerwieni oczu i przedramion<br />— w połowie — spokój na nowo odkrywam<br />a na nią<br />już nie mam słów</p><p><em>(styczeń 2019)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>brakujący kawałek</strong></span></p><p>znów ze mną jest<br />ćpam ją do zrzygania<br />(czerwienią)<br />a wiem że nie wolno<br />tak jak; „nie wolno płakać”<br />— mama mówiła</p><p>więc<br />urodziłam się chyba z zepsutymi płucami<br />bo wciąż to czuję<br />wiele razy w ciągu minuty<br />rozpierdala mi to głowę od środka<br />no a potem — „czego znowu ryczysz?”<br />— no nie wiem</p><p>chyba mi nie wolno<br />nie chcieć żyć</p><p><em>(luty 2019)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>luty dwa tysiące dziewiętnastego</strong></span></p><p>w ogóle nie czuję nic<br />znów do mnie zawitała<br />u progu nocy<br />podeszła do okna zasunąć rolety<br />— jaśnie złota melancholia<br />objęła ramieniem milcząco<br />i zaprosiła do łóżka na smutne pieszczoty</p><p><em>(luty 2019)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Dlatego, bo tak.</strong></span></p><p>Z beznadziejności wychodzę o świcie,<br />by kolejnym zaprzeczeniem się zachłysnąć.<br />Rezygnuję z kawy i z patrzenia w lustro,<br />nie witam się z uśmiechem.<br />Z bólem idę siku,<br />bo wolałabym umrzeć w przepoconej pościeli,<br />w której marznę z minuty na godzinę,<br />całymi tygodniami.<br />Zalewam się w trupa goryczą,<br />po to, by później z kacem patrzeć mu w oczy<br />i wstydzić się, że tak można. Że w ogóle ja tak mogę.<br />Że mi nie głupio, że nie wstyd, że nie rozumiem, że to bez sensu.<br />To znaczy on nie rozumie.<br />Ja tylko chcę ulgi. Obojętnie skąd.<br />Czy ze krwi, z wina, czy z muzyki.<br />To bez znaczenia — chcę przestać czuć.<br />To wszystko.</p><p><em>(maj 2019)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Kompensuję sobie ciebie</strong></span></p><p>w nadmiarze,<br />choć o tym nie wiesz.</p><p>Nie dane mi było być w tobie.<br />No, poza łonem może.</p><p>A w środku, to różne rzeczy miałaś.<br />Gulasz, ślepego śledzia, wódę, gówno.</p><p>Wierciłam ci dziurę w brzuchu,<br />potem lizałam rany jak wierna suka nieznanej maści.</p><p>Lojalna towarzyszka,<br />w nieudanych próbach kochania.<br />Mnie i ciebie.</p><p>Obie rumiane, podliczając straty<br />zanurzamy się w cudzą nieobecność.</p><p><em>(Czerwiec 2019)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Anomia, moja.</strong></span></p><p>W epizodzie nic nie ma znaczenia.<br />Ludzie się śmieją. Rozwijają maszty, skrzydła, zdania.<br />Nie rozumiem co z ich ust wychodzi. Dyslalia<br />weekendowa tłumu toruńskiej starówki, alalia<br />niepojętej kolejnej nocy. Same gesty, braki<br />serotoniny we łbie. Ja nie rozumiem. Ja nie wiem.<br />Po co się żyje. Po co zawiera się<br />instytucje, planuje wydanie książki<br />i pracę w zawodzie, którego się nie ma. Ja nie wiem<br />po co tak pędzić, się rozwijać, bo tak wszyscy. Potykać się, błądzić. Przecież i tak wszyscy umrzemy. Ja już mam w dupie rozmowy, słabości, niechęć do ciebie, do siebie. To, jak mnie widzisz. Widzę &#8211; że nie masz odwagi dotknąć miejsca, w którym skończył się dla mnie świat. Nie chcesz już wypełniać mnie, leżącej na łóżku od przedwczoraj, w spodniach z dziurawym krokiem, w bluzce pachnącej niebieskim Persilem, z kieliszkiem wina z owoców czarnego bzu. Powinnam się umyć, przestać udawać, że wciąż jest w porządku, że nic się nie dzieje, że odliczam z ciekawości czterdzieści pięć tramadoli, dwadzieścia sześć ketonali<br />i sto czterdzieści osiem fluoksetyny.<br />Zapytaj jeśli chcesz: „po co?”<br />Ja się zastanowię nad odpowiedzią – no bo jak bardzo można nie chcieć siebie…<br />Może odpowiem wymijająco:<br />„usilnie szukam wymówek by zostać, daj mi jakieś”.</p><p><em>(czerwiec 2019)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>ostatnie 50 minut</strong></span></p><p>porobiło się nieznośnie gorąco. błądzę po obrazach szukając wytchnienia. flegmatycznym wzruszeniem duszę siebie i ciebie cicho. skończymy się z dramatem na policzkach, ustach i na brodzie. ty będziesz sobie żyć bez przypadkowych spotkań. ja, jak już wstanę, może też. bo w czwartek, o dwunastej w południe, jak tylko zejdę w dół, schodami z niebieską poręczą, umrę. może nawet się potkniesz o mnie. może zrobi ci się źle. chciałabym, byś posmutniała na ten widok. może nawet dotknęła go trochę, pogłaskała mu włosy i zaciągnęła do domu, gdzie w kocu wrzosowym otuli się snem.</p><p><em>(lipiec 2019)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Do dna</strong></span></p><p>Nigdy nie wiem czy mnie rozumiesz<br />czy w domyśle najgłębszym lukrem dokarmiasz.<br />Mówisz kocham. Jestem. Do końca będę.<br />Mdłe dowartościowanie, bo żeś mnie wybrał,<br />jak ja sama siebie nie chcę.</p><p>Co jeśli starczy mi chęci do końca tej lampki?<br />Może do dna butelki.</p><p>Co jeśli już mi się nie chce,<br />że się rozmyślę jak obok będziesz<br />może już snem ślepym rozmyty?</p><p>Co jeśli już tylko posypią się kwiaty<br />i ziemia gorąca,<br />i tyle?</p><p><em>(lipiec 2019)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Strach</strong></span></p><p>Jest jak rozdarcie w bezdusznym bezkresie &#8211;<br />nie odnajdziesz ukojenia, choćbyś bardzo chciała.<br />Boli samo pragnienie, że nie możesz przestać.<br />Zasysa cię tak bardzo, że zapominasz, że możesz,<br />że umiesz, i że mogłabyś móc, że mogłabyś wierzyć.<br />W siebie. W samotność, którą przecież lubisz, czasami.<br />Nie wiesz jak to się skończy. Z wyczerpania poddajesz się,<br />chwili, padasz wyczerpana w kolejny bezkres i czekasz na to,<br />co zwykle jest potem.<br />Nie myśl, że już ci lepiej.<br />To tylko chwila, do następnej myśli.<br />Do płytkiego oddechu.<br />Do braku tchu przy próbie przestania.<br />Do następnego rozdarcia. Do huku w odpowiedzi.<br />Do kolejnego podmuchu niewiary. Niemocy. Do tego co potem.<br />Jak długo wytrzymasz? Myślisz. Czy w ogóle warto?<br />Nim sama się przekonasz, popatrz na mnie chwilę.</p><p><em>(lipiec 2019)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Wenlafaksyna</strong></span></p><p>Chcę zapamiętać stan sprzed, gdy już będzie po.<br />Gdy jeszcze raz spróbuję rozstać się z sobą.<br />Gdy muzyka porusza najdalsze zakątki płuc,<br />gdy jeszcze piszę i wwiercam się w siebie.</p><p>Nad ranem, zanim pojedziemy na ryby,<br />zaufajmy mi.<br />Ja już się nie boję jednostronnego dopingu.</p><p>Nie potnę się, nie oparzę, nie będę chciała się zabić.<br />Od jutra wszystko będzie dobrze,</p><p><em>(lipiec 2019)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>No i jest</strong></span></p><p>idzie<br />i nawet się nie skrada.<br />patrzy w oczy, z odległości rzutu kaczek.<br />czekam, jak na starą przyjaciółkę.<br />opowiem co straciła, zdradzę co po głowie chodzi.<br />że tęskniłam.<br />że nie było za kim.<br />że się cieszę,<br />że wróciła.<br />że da powód.</p><p><em>(październik 2019)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Przestań już</strong></span></p><p>Nieważne czy już wiesz czego chcesz i jak.<br />Nieważne za ile, do kiedy, po co, do kogo, o co, na co i za co.<br />Uspokój myśl, niech ucichnie twój głos.<br />I wszystko inne też.<br />Bez przyglądania się sobie zamilcz na moment.</p><p><em>(grudzień 2019)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Nawrót </strong></span></p><p>Stałaś się jałowym polem, na którym miał kiełkować symbol nowego.<br />Wracasz niespodziewanie jak zima w majowy poranek.<br />W obrazie niejasnym usuwasz mnie w sobie,<br />gdy inną w nim twarz miewasz.<br />Zamarzasz mi w myślach.<br />Jesteś wodą cieknącą z kranu, znudzoną piosenką,<br />refrenem w ustach grabarza.<br />Jesteś bólem zęba, myślą powracającą z księżycem.<br />Nie mogę się ciebie pozbyć,<br />wisisz na haku pod mostkiem.<br />Ty nie bywasz.<br />Ty jesteś – wciąż na końcu języka.<br />I mdły masz smak.<br />Nie chcę cię czuć, pamiętać twojego zapachu –<br />tego z połowy lipca.<br />Nie chcę widywać cię w cudzych kronikach,<br />czytać o tobie, dusić się w tobie.<br />Słuchać w głowie twoich rad na ciebie.<br />Czuć twoich ramion zaciskających moje, w ostatnim geście życzliwości.<br />Zepsułaś się we mnie, wtopiłaś się w skórę – boli ta obecność.<br />Boli, bo nie chciałaś tu być,<br />a jesteś.</p><p><span style="text-decoration: underline;"><em>Użytkownik Facebooka</em></span></p><p><em>(luty 2020)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Trzecia wiosna</strong></span></p><p>Myśli lewitują od prysznica do łóżka,<br />Nie wiem co ze sobą zrobić.<br />Nie czuję siebie – dotykam tego ciała,<br />głaszczę je, szczypię,<br />tnę pod pachą i nic. Jakby nie ja.</p><p>Wciąż rwie w miejscu gdzie byłaś ze mną.<br />Widziałaś, jak nie mogłam mówić. Z bólu.<br />Zapewniałaś – że przejdzie, że minie,<br />że może to najtrudniejsze, ale że tak musi być.</p><p>Dziś trzecia wiosna zakwitła,<br />I nic się nie zmieniło.</p><p><em>(maj 2022)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Rodzinne zjazdy</strong></span></p><p>Gdy nikogo nie ma, łatwiej jest robić złe rzeczy.</p><p>Nikt nie patrzy, gdy leży kołdra,<br />a pod nią cztery dłonie czy sześć.</p><p>I nie wiadomo co dziś z tym zrobić,<br />bo trochę z tej nocy zostało.<br />Jakiś rodzaj fetyszu ofiary –<br />leży się sztywno i udaje,<br />że rozkładanie nóg jest przyjemne.<br />Tymczasem lekko odwracasz twarz,<br />rozluźniasz mięśnie, by mniej bolało<br />i myślisz o tym, kiedy się ta bliskość,<br />potrzebna w związku, skończy.</p><p>Potem zajmujesz się już tylko uciekaniem.</p><p><em>(czerwiec 2022)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Wracanie</strong></span></p><p>trzy lata i trochę temu do zobaczenia mówiłaś<br />że wszystkiego dobrego życzysz<br />że się przytulić musisz<br />a potem poszłaś dalej<br />i zostawiłaś</p><p>ja zostałam<br />w miejscu<br />zablokowana truchłem miłości</p><p>jak można tak żyć</p><p>w teraźniejszości przeszłość i przyszłość śnić<br />z odrętwieniem czekać na to co się nie wydarzy<br />z marzeniem które się nie spełni<br />z życzeniem które niepotrzebnie życzę<br />z nadzieją której już nie ma</p><p>trzeba tylko tak żyć żeby wystarczyło<br />bo musi wystarczyć<br />żeby się trwało<br />bo i tak już się trwa</p><p><em>(czerwiec 2022)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Dopasowanie</strong></span></p><p>Zacznij wodzić po mnie palcem &#8211; zrozumiem, że chcesz.<br />Ciałem ciebie najpierw wykarmię,<br />choć sama też głodna jestem.<br />Wrażeń. Doznań. Wielkich rzeczy.</p><p>Przekształcam się.<br />By dopasować się w tobie, do ciebie, do nas, na zawsze, <br />z przysięgą na prawym serdecznym, spuchniętym.<br />Ty też pasujesz.</p><p>Wypełniona tobą, przyszłością, życiem, może nadzieją, <br />zapachem jutra i tego co żałośnie zwiastuje, że znów się udało, <br />chociaż się nie chce.</p><p>Nic się nie zmienia i wszystko się zmienia.<br />Jestem więc żyję jeszcze</p><p><em>(czerwiec 2022)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>To nie czas na miłość</strong></span></p><p>Jeszcze rano pisałam coś o ustach, <br />że dawno żadnych nie pragnęłam tak jak jej. <br />Przez bagno tego dnia, dowlokłam się do końca. <br />I myślę nad ostatnimi słowami jakie mam napisać.</p><p>Żegnaj? Dziękuję? Zostań? <br />Czemu mnie nie chcesz?</p><p>Co się mówi na koniec?</p><p>Może to miało nie wyjść? <br />Może wszystko za wcześnie, za szybko, nie w czasie.<br />Może obie byłyśmy niegotowe.<span style="color: var(--global-palette4); font-family: var(--global-body-font-family);"> </span></p><p>Nawet nie wiedziałam, że mogę być,<br />a już nie mam na co.</p><p><em>(listopad 2022)</em></p><p><strong><span style="text-decoration: underline;">Za jej śladami </span></strong></p><p>Zawiłości miłości krótkiej, nienarodzonej, a już umarłej.<br />Zostawiła tylko ślad po kociołku,<br />na stole, koło którego przechodzę z nadzieją, że przypomnę sobie jej troskę w głosie.<br />Zostawiła tylko zapach papierosa w samochodzie.<br />Nie otwieram drzwi, bo wyleci, a wraz z nim wspomnienie po jej spojrzeniu mówiącym, że mnie chce.<br />Zostawiła tylko echo na korytarzu, którym codziennie przechodzę.<br />Ledwo pamiętam jak mnie przytuliła.<br />Nie zapamiętałam gdzie leżała jej ręka i jak mocno mnie ściskała.<br />Miał być przecież kolejny raz.<br />Nie pamiętam zapachu jaki mogłabym wspominać.<br />Nie pamiętam jej ostatniego zdania, jakie wypowiedziała.<br />Miały być przecież kolejne.<br />Nie pamiętam niczego, poza jej oczami, w których jak w lustrze mogłam się przejrzeć.<br />I przy niej tego chciałam.<br />Ale ona puściła. Odpuściła. Bo tak rozsądniej.<br />A ja wciąż trzymam. Nierozsądnie.</p><p><em>(28 listopada 2022)</em></p><p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Powrót czarnej</strong></span></p><p>W czarnej szacie leżę na zimnym materacu.<br />Czerwień mi się śni. I to, jak zmywałaś makijaż nad zlewem z idealnych policzków i mówiłaś o zakochaniu się, a ja, że może się przydarzyć każdemu. Nawet nam. I było mi w tym śnie dobrze. Jeszcze nie wiedziałam, że nie potrwa długo. Jeszcze byłam szczęśliwa w tej obcej bajce. I ty też byłaś. <br />A teraz leżę w czarnej szacie na zimnym materacu i boję się wysłać przypadkowego smsa, żebyś znów była wyżej od innych. Bo spadasz mi. <br />Chciałabym powiedzieć ci ile mi zabrałaś, ale pewnie wiesz lepiej. <span style="color: var(--global-palette4); font-family: var(--global-body-font-family);">Nikt inny nie zna ciebie bardziej niż ty. To wszystko było dobre. </span><span style="color: var(--global-palette4); font-family: var(--global-body-font-family);">Spina mi się kark z bólu, bo już nie jest. Żołądek ściska się ze strachu, bo już nigdy nie będzie. Oczy pod powiekami bolą od smutku, bo mogło być.</span></p><p>W czarnej szacie leżę na zimnym materacu. I czerwień mi się śni. Na jawie. I złoszczę się na siebie, bo z jakiegoś powodu na koniec i tak się mnie nie chce. W żadnym wypadku i w każdym przypadku.</p><p><em> (listopad 2022)</em></p><p><em> </em></p><p><em> </em></p><p><em> </em></p>								</div>
				</div>
					</div>
		</div>
					</div>
		</section>
				</div>
		]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://aleksandrasztorc.pl/najgorszy-tomik-na-swiecie-2/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Piąta pora roku</title>
		<link>https://aleksandrasztorc.pl/piata-pora-roku/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=piata-pora-roku</link>
					<comments>https://aleksandrasztorc.pl/piata-pora-roku/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Aleksandra Sztorc]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 26 Oct 2022 18:19:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Piąta pora roku]]></category>
		<category><![CDATA[Poezja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://aleksandrasztorc.pl/?p=2389</guid>

					<description><![CDATA[Stare rzeczy.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[		<div data-elementor-type="wp-post" data-elementor-id="2389" class="elementor elementor-2389">
						<section class="elementor-section elementor-top-section elementor-element elementor-element-70ce1e85 elementor-section-boxed elementor-section-height-default elementor-section-height-default" data-id="70ce1e85" data-element_type="section" data-e-type="section">
						<div class="elementor-container elementor-column-gap-default">
					<div class="elementor-column elementor-col-100 elementor-top-column elementor-element elementor-element-50616d5d" data-id="50616d5d" data-element_type="column" data-e-type="column">
			<div class="elementor-widget-wrap elementor-element-populated">
						<div class="elementor-element elementor-element-74407508 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="74407508" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
				<div class="elementor-widget-container">
									
<p class="wp-block-paragraph"><span style="text-decoration: underline;"><strong>Wyimaginowana</strong></span></p>
<p>leżę pod kołdrą<br />przy uchylonym oknie<br />zaciskam powieki<br />by nie widzieć wierzby płaczącej</p>
<p>światło księżyca<br />wbija się do pokoju<br />gwiazdy jasną poświatą<br />witają nadchodzącą noc</p>
<p>wyimaginowana<br />w tej rzeczywistości<br />staram się zająć snem<br />chwilą inną od tej która nastała</p>
<p>myśli toną w rzece wspomnień<br />potok słów sprzed lat<br />burzy się i zalewa<br />tworząc powódź refleksji</p>
<p>gdzieś poza zasięgiem światła<br />mucha przysiadła na parapecie<br />czuję jak nasłuchuje moich myśli<br />a potem się z nich śmieje</p>
<p>wyimaginowana w tym świecie<br />zanurzyłam twarz w niespokojnych snach<br />tam przysiadłam pod wierzbą<br />i razem z muchą szydzę z głupich myśli</p>
<p><em>(internat, 2007)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Głupie</strong></span></p>
<p><br />szkicowany pokoik<br />haftowany dywan i przepalona żarówka<br />a w radiu mówią że będzie burza<br />przed nią białe latawce na oszklonym niebie jak ze snu<br />wysyłają kartki z papieru ozdobione w słowa <br />alfabetu nowego zimowego<br />i oczy te świetliki jasne ciepłe głębiny<br />ani taflą wody ani wiatrem<br />tylko piaskiem pustynnym<br />lekko pieszczone<br />i głos ten miękki czysty<br />w białej chmurze i z innymi obłokami<br />między gwiazdami<br />echem płynie po ścianach wszechświata<br />i ten dotyk ciepły delikatny <br />przy kubku kakao<br />mieszanego nożem albo uczuciami nieznanymi<br />między nami może<br />bo pokój teraz haftowany i żarówka i dywan <br />i w radiu mówią że burza<br />że zima gdy okno i gwiazdy i ja i ty<br />próbujesz zrozumieć<br />że wszystko niejasne pomieszane próżne banalne<br />ale że burza w środku zimy<br />głupie</p>
<p><em>(w czerwonym pokoju, 2007)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Jesteś po tamtej stronie</strong></span></p>
<p><br />pokój został pusty <br />rozlany atrament i pióro na biurku <br />a obok pusta kartka leży</p>
<p>melodia z małych głośników <br />gubi nuty <br />tańczy pijana wokół moich myśli</p>
<p>mały pająk próbuje wydostać się na korytarz <br />lecz zapomniał chyba zapytać o drogę <br />bezmyślnie czeka przy drzwiach</p>
<p>patrzę na niego <br />w dłoni trzymam potłuczone lustro <br />jestem po tamtej stronie <br />w tysiącach różnych maleńkich odbić</p>
<p>rozlany atrament <br />pusta kartka <br />pijana melodia <br />do której pająk zapomniał kroków <br />tysiąc różnych odbić <br />w potłuczonym lustrze</p>
<p>ja również zapomniałam kroków <br />do pijanej melodii</p>
<p>w tysiącach różnych maleńkich odbić <br />bezmyślnie czekam przy drzwiach <br />i pytam pająka o drogę</p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>Szpital psychiatryczny</strong></span></p>
<p>czerwone cegły wzruszenia i strachu<br />na które nikt nie chce patrzeć</p>
<p>jestem w środku<br />obijam się o niebieskie ściany korytarza<br />gdy reszta śpi narkotyzowana <br />swoim nieszczęściem</p>
<p>nie znoszę tej dławiącej samotności<br />w kolejną noc padam na łóżko z bezsilności</p>
<p>niewyraźny obraz w noc bez gwiazd ukochanych<br />bez snów</p>
<p><br /><em>(Kocborowo, 2007)</em></p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>Pożegnanie</strong></span></p>
<p><br />znieruchomiała muzyka <br />żegnamy się w ostatnim tańcu oddechów</p>
<p>żar twojego dotyku<br />zostawia ślady szczęśliwego wczoraj</p>
<p>umieramy oboje po dwakroć<br />za siebie nawzajem</p>
<p>rozstajemy się dzisiaj w pogodną noc<br />świat cicho nam błogosławi<br />też płacze<br />bo nie można z takiej miłości rezygnować</p>
<p>a po tylu obiecanych słowach<br />nagle obdartych z marzeń<br />przyszłości nie będzie</p>
<p>i ty się ze mną żegnasz<br />ale tak inaczej niż świat</p>
<p><em>(22.02.2010)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Cicho&#8230; już</strong></span></p>
<p><br />cisza jest muzyką <br />uwalnia uczucie <br />takie puste<br />jak dobrze</p>
<p>ach<br />coraz głośniej</p>
<p>to brzmienie pulsuje <br />koła samochodu toczą się wolno po drodze <br />kamień rzucony spadł na ziemię <br />a tamten dźwięk wciąż jest</p>
<p>już wolniej <br />coraz wolniej <br />wracam<br /><br />coraz szybciej <br />życie zmienia bieg</p>
<p>kamień się toczy <br />samochód spadł na ziemię <br />wszystko jest muzyką <br />jeśli się słucha</p>
<p>a cisza nadal jest ciszą <br />niezmienna</p>
<p>to brzmienie pulsuje<br />czujesz</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Nie umiem czytać</strong></span></p>
<p><br />każdego dnia przystaję w tym samym miejscu <br />gdzie mrowisko sypie się na drogę <br />a stęchłe liście leżą gdzieś pod kasztanowcem</p>
<p>blade słońce przedziera się przez konary drzew <br />czule pieści po karku</p>
<p>wśród tysiąca myśli burzliwie szukam czegoś istotnego <br />nie umiem nic znaleźć <br />prócz gorzkiego smaku niepewności</p>
<p>więc cofam się myślami do wspomnień</p>
<p>czarnym atramentem na niebie ktoś napisał <br />że można się nie śmiać <br />że można płakać <br />mówić w ciszy <br />na deszczu krzyczeć</p>
<p>lecz nie umiem czytać</p>
<p>i zamyka się świat w jednym oddechu <br />w małej przestrzeni w której nie ma światła <br />w ciemności tak gęstej że nie umiem się nie bać</p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>Budzę się z hipnozy</strong></span></p>
<p>ścieżka już się zaciera<br />którą brnęłam<br />monotonnie do przodu</p>
<p>ślad po bólu niknie<br />wraz z upływem złych chwil</p>
<p>jak kolekcjoner<br />segreguję każdą kartkę życia</p>
<p>teraz<br />wyjmuję z szuflady<br />zeszyt i długopis<br />zapisuję kolejny maleńki sukces dnia</p>
<p>dzięki tobie wiem<br />że iskrzy się gdzieś blisko<br />nowy lepszy dzień<br />którego dotąd nie miałam siły dostrzec</p>
<p>budzisz mnie z hipnozy</p>
<p>po raz kolejny<br />spojrzałam w twoje oczy<br />po raz pierwszy<br />ujrzałam w nich nadzieję</p>
<p><em>(dla pani Eli Dziemińskiej 08.10.06)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>W malignie</strong></span></p>
<p>piąta pora roku <br />o trzeciej godzinie dnia <br />obojętność pierwszym epizodem <br />manifestu październikowego</p>
<p>samotna wojna popaliła wszystkie mosty<br />zamknęła drzwi i okna wybiła<br />by po szkłach iść</p>
<p>ciągły bieg pod prąd na złość wszystkim<br />wyciska ze mnie płytkie oddechy<br />skradane łapczywie co dnia</p>
<p>ogień przygasł i ostudził obojętną wrażliwość<br />nawet gdy słońce przeziębione <br />pisze za dnia listy księżycowe <br />z prośbą o pogodną noc <br /><br />a noc przecież nie inna od dnia <br />poza odcieniem nieba</p>
<p>nieskończone uskoki przeżyć <br />wyprawy ciąg dalszy <br />aż miło witać co znane</p>
<p>mur za zakrętem<br />i kamieni pełne kieszenie<br />a często też wiatr który deszczem pluje mi w twarz</p>
<p><em>(2005)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Błąd</strong></span></p>
<p>ciche słowa za ścianą <br />w moim małym świecie</p>
<p>on słyszy że już się zbudziłam <br />wchodzi do pokoju i każe ściszyć muzykę <br />tak jakbym popsuła mu szyki <br />spokojnej niedzieli</p>
<p>zapach parzonej kawy <br />i pierwszy papieros <br />zdrada jednej kropli krwi na ubraniu <br />niedopatrzenie wczorajszego dnia<br />błędem nazywane</p>
<p>teraz stoję pod świerkiem<br />deszcz obmywa mi twarz<br />a on nadal myśli że jestem w pokoju</p>
<p><em>(pokój, 2005)</em></p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>Śmiertelne lęki</strong></span></p>
<p><br />łza wsiąkła w stary dywan <br />który teraz <br />służy do wycierania butów</p>
<p>czarne myśli <br />i niewyjaśnione lęki <br />budzą się <br />wraz z wstającym <br />nowym dniem</p>
<p>za drzwiami cicho <br />strach nasłuchuje <br />pod poduszką <br />kąsające czarne myśli <br />a pod łóżkiem <br />śmierć kogoś bliskiego</p>
<p>przy ostatnim <br />nadejściu nocy <br />wszystko straci swój zapach <br />i smak</p>
<p>ciało zgnije <br />duszę krew wypali</p>
<p><em>(2005)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>piąta pora roku</strong></span></p>
<p><br />Jestem piątą porą roku.<br />Zgorzkniała, kiedy księżyc kończy cykl. <br />Toksyczna, gdy się boję. <br />Żeby zrozumieć obserwuj pogodę.<br />Pokażę ci siebie, jeśli obiecasz, że nie odejdziesz.</p>
<p>Okaleczona ryba w najgorszym wydaniu, <br />złapana w sidła dzieciństwa.<br />Otwieram usta i zamykam —<br />nie mam nic do powiedzenia.</p>
<p>Wilgotne dłonie i jeszcze coś.<br />To piąta pora już — <br />czas umierać znów.</p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>anielska pogoda</strong></span></p>
<p>widziałam jego cień <br />siedział na parapecie i zdobił niebo</p>
<p>najpierw przykleił pomarańczowe słońce <br />później rozsiał srebrzyste dzwoneczki i cicho zapłakał</p>
<p>o brzasku wciąż siedział za oknem <br />próbował stworzyć świt</p>
<p>uśmiechnął się do mnie przez szybę <br />i poprosił bym zrobiła to za niego</p>
<p>wczorajsza wiosna więc odeszła <br />wiatr ustał a na niebie widniał odcień szarości</p>
<p>i nie wiadomo dlaczego <br />deszcz cały dzień dzisiaj pada</p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>niby</strong></span></p>
<p>spojrzenia niby prawdziwe<br />niby z cieniem uśmiechu<br />może ze łzą współczucia</p>
<p>słowa niby miłe<br />niby z uśmiechem na twarzy<br />może ze współczucia</p>
<p>spojrzenia niby zaspokoiły myśli<br />niby związały słowa<br />może nasyciły euforię</p>
<p>uczucia<br />niby są w nas<br />niby takie zwykłe<br />może takie proste<br />między wierszami</p>
<p><em>(2005)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Wbrew sobie &#8211; dla siebie</strong></span></p>
<p><span style="text-decoration: underline;">do żyletki</span></p>
<p>lekki postrach budzisz we mnie<br />łagodzisz złe wspomnienia<br />ukojeniem bólu karmisz duszę</p>
<p>ulżysz jednym pociągnięciem<br />we krwi zatopisz ból zawistny</p>
<p>i co dzień czekasz spokojnie na mój ruch</p>
<p>desperacko się uśmiechasz<br />śmiechem nienawiści zabijasz</p>
<p>wysysasz ostatnią kroplę krwi<br />i siły <br />zakładasz przecież przegraną w obie strony<br />uzależniasz <br />od ulgi</p>
<p>każdy malutki element nieszczęścia<br />łączysz <br />tworząc całość<br />siecią plączesz układankę radości</p>
<p>nie dajesz mi wyboru decydując za mnie<br />aby każdą nową nić zespolić z całością</p>
<p>wbrew zakazom pokochałam cię za to</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Paradoks</strong></span></p>
<p>żeby tak go nie było <br />ale jest</p>
<p>nie znam za bardzo <br />ale jednak znam</p>
<p>na uśmiech niewinny <br />daję się nabrać<br />niby taki lubię cię</p>
<p>na spojrzenie też <br />a potem nie patrzy</p>
<p>niech nie patrzy</p>
<p>dobrze że nikogo nie chcę <br />bo gdybym chciała <br />to byłby on</p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>Przez całe życie</strong></span></p>
<p>myślałam że to normalne <br />serwować piekło dotykiem</p>
<p>mogę udawać <br />jak ty<br />że do niczego nie doszło</p>
<p>ale czuję wstyd za nas dwoje</p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>Nie istnieję</strong></span></p>
<p>w pustce rodzą się<br />bezmyślne dni <br />jakby nie moje</p>
<p>i płaczem ukojona nadzieja<br />ta co umiera ostatnia</p>
<p>i sen daleki wymarzony<br />w tęsknocie ukryty<br />o samym poranku</p>
<p>co w nicości powstaje <br />i we mgle się rozpłynie<br />jak wszystko</p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>Ja</strong></span></p>
<p>smutno zwyciężam upadki <br />chwytam leniwie wyciągnięte dłonie</p>
<p>ślizgam się na piasku <br />i chwieję gdy nie ma wiatru</p>
<p>ja oksymoron</p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>Uzależniona</strong></span></p>
<p>motyl odleciał <br />zobaczył mnie taką inną</p>
<p>chwila ulgi</p>
<p>zegar zawrócił <br />zimą jest lato</p>
<p>już chyba odpływam</p>
<p>to takie proste <br />już nawet myszki za mną nie gonią</p>
<p>dzisiaj ustąpię</p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>Daleka droga</strong></span></p>
<p>nie do ciebie ten szept <br />że szaradą jest życie</p>
<p>po cienkiej nici <br />wspinam się w górę <br />by upaść boleśniej</p>
<p>myślałam że znowu wrócę do domu <br />tą samą drogą <br />najdalszą</p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>jeszcze jeden raz</strong></span></p>
<p>zmęczona niezmiennością<br />trwonię kolejny dzień</p>
<p>mówię wciąż do nagich ścian <br />zasłuchanych w grzechy</p>
<p>i nie patrzę w oczy prawdzie<br />czerwień wstydu topię w słowach<br />tak głupich jak ja</p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>migracje</strong></span></p>
<p>białe giganty na straży hitlerowskich łąk<br />opierają się wiatrom końskich hal</p>
<p>na horyzoncie umierające drzewa <br />stoją w ciszy wieczornej<br />na skraju załamania mojego</p>
<p>jak ta myśl <br />która przypomina o planach <br />co planem miały nie być</p>
<p>obejmuję się czule <br />i wstrzymuję oddech <br />w ustach słodkich<br />co jabłka całowały niczyje</p>
<p><em>(Wohra, 2015)</em></p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>wdzięczna cisza</strong></span></p>
<p><br />dźwięczy mi wdzięcznie dźwięk głuchy<br />w mieszkaniu wynajętym na rok<br />dźwięczy niewdzięczny cichszy od ciszy<br />skupieniu nie daje się skupić<br />w uszach dudni<br />od szyb się odbija<br />błądzi w kuchni nieładnej <br />nie mojej <br />hasa sekundę w szafce dość brzydkiej<br />między szklankami moimi koktajlowymi ładnymi</p>
<p>i dźwięczą mi teraz szklanki wdzięcznie<br />a dźwięk głośny radosny i dźwięczny</p>
<p>tłukę więc te szklanki jedna po drugiej<br />by z dźwięcznego w bezdźwięczne <br />znów się zmieniło<br />mieszkanie wynajęte na rok</p>
<p><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>Samotność to najgorsza pora dnia</strong></span></p>
<p>wdarła się w uczucia<br />bezszelestnie <br />niech zabije w końcu<br />niech rozszarpie satynową skórę<br />niech zawrze szkarłatem<br />a potem zniknie</p>
<p>rozsiała mgłę <br />po wszystkich porach dnia <br />udaje że nie istnieje <br />a jest<br />zamieszkała w tarczy zegara<br />i nie daje o sobie zapomnieć</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Z ręką w nocniku</strong></span></p>
<p><br />Gdy była mała, miała urojonych przyjaciół.</p>
<p>Miała kota <br />i miała chomika, <br />którego przypadkiem zabiła.</p>
<p>Miała dom, <br />i mamę, i tatę.<br />I miała siostrę, taką, <br />którą kochali bardziej.</p>
<p>Gdy była mała, miała swój świat <br />taki by mogła nie myśleć<br />(kiedy tylko chciała).</p>
<p>O tym, że dłubali jej w mostku — <br />aż wydłubali, co mieli <br />(dziurę, taką na wylot).</p>
<p>I o tym, że wkładali jej ręce w majtki. <br />(no, a dzieciom podobno nie wolno!)</p>
<p>Groziło to zepsuciem <br />(najpewniej wszystkiego).<br />Ale kogo to obchodzi.</p>
<p>I to, że dziecko (przypadkiem) przeżyło.<br />I (trochę) źle się zepsuło.</p>
<p>Bo niczego się nie da naprawić.</p>
<p> </p>
								</div>
				</div>
					</div>
		</div>
					</div>
		</section>
				</div>
		]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://aleksandrasztorc.pl/piata-pora-roku/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Między nocą a dniem</title>
		<link>https://aleksandrasztorc.pl/miedzy-noca-a-dniem/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=miedzy-noca-a-dniem</link>
					<comments>https://aleksandrasztorc.pl/miedzy-noca-a-dniem/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Aleksandra Sztorc]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 26 Oct 2022 17:36:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Między nocą a dniem]]></category>
		<category><![CDATA[Poezja]]></category>
		<category><![CDATA[poezja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://aleksandrasztorc.pl/?p=2357</guid>

					<description><![CDATA[Gdy dobrze i źle.]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[		<div data-elementor-type="wp-post" data-elementor-id="2357" class="elementor elementor-2357">
						<section class="elementor-section elementor-top-section elementor-element elementor-element-48bd91e0 elementor-section-boxed elementor-section-height-default elementor-section-height-default" data-id="48bd91e0" data-element_type="section" data-e-type="section">
						<div class="elementor-container elementor-column-gap-default">
					<div class="elementor-column elementor-col-100 elementor-top-column elementor-element elementor-element-7677534c" data-id="7677534c" data-element_type="column" data-e-type="column">
			<div class="elementor-widget-wrap elementor-element-populated">
						<div class="elementor-element elementor-element-4d5e4368 elementor-widget elementor-widget-text-editor" data-id="4d5e4368" data-element_type="widget" data-e-type="widget" data-widget_type="text-editor.default">
				<div class="elementor-widget-container">
									<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Słowa trzeba ważyć</strong></span></p>
<p>jak kamień o kamień pocieram <br />nadąsane wargi</p>
<p>musisz uważać teraz gdyś tak delikatny <br />bo słowa mogą parzyć <br />i nie wiem czy to zniesiesz</p>
<p>gdy ranię i drażnię <br />kopię i deptam <br />jak mrówki czerwone których się boję</p>
<p>i choć nadal <br />toniemy i płoniemy <br />w morzu i w piekle <br />kłamstw i łez</p>
<p>to ta chwila już minęła <br />nieuchwytna w swojej sile</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Tak się złożyło</strong></span></p>
<p>targnęłam się na własne uczucia <br />nie jestem głodna dziękuję <br />złudzeń nie strawię <br />są ciężkie i mam po nich zgagę</p>
<p>ale tak się złożyło w ten dzień <br />i muszę wyrzygać co niesmaczne <br />potem przełknąć zapić i zapomnieć<br />jak seks koleżeński</p>
<p>nie chcę rozmawiać z chłopcem <br />który nie wie jak brzydki jest świat<br />mam dość rozpoczynam terapię</p>
<p>ona na małych łapkach biegnie pod drzwi <br />gdy wracam ze stacyjnego burdelu</p>
<p>sprawia że dławię się szczęściem <br />i sram na nasz koniec</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Bumerang</strong></span></p>
<p>pozwoliłam ostatniemu słowu<br />stać się bumerangiem w głowie<br />powtarzałam je na różne sposoby<br />by zrozumieć sens</p>
<p>na nic</p>
<p>osoliłam łzami gorącą kawę<br />zostawiła pęcherze zawodu na języku<br />bolące jak ten wyraz<br />który utknął między migdałem a przełykiem</p>
<p>koniec koniec koniec koniec</p>
<p>teraz rozumiem tylko tyle<br />że kawa smakowała gównem</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Śnię na jawie</strong></span></p>
<p>mgiełka rozpaczy <br />wydobywa się z rojeń sennych <br />o nieszczęściu które sobie wmawiam</p>
<p>tak wypełnia się czas</p>
<p>stęchlizna imitacji życia <br />rozdziera nozdrza <br />zabija zmysły</p>
<p>kończy się film</p>
<p>widzę siebie lepszą <br />amatorkę rozdającą uśmiechy <br />w niedzielne przedpołudnie</p>
<p>budzę się przerażona</p>
<p>nie chcę byś patrzył na mnie <br />nie chcę byś dotykał tak jak nie można</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Rozkład myśli</strong></span></p>
<p>niewłaściwe szepty puszczam pod sufit<br />może oknem wylecą w świat<br />i nie wrócą</p>
<p>nauczą milczenia<br />tak jak trzeba</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>W kałuży</strong></span></p>
<p>nudne niebo dzisiaj<br />umiera ciszą wiosenną</p>
<p>miasto takie puste- <br />widzę je w kałuży</p>
<p>chyba wejdę do niej<br />bo wszędzie zbyt daleko</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>zmęczenie materiału</strong></span></p>
<p>siłuję się z lękiem na rękę <br />palce już bolą <br />obite czerwone wciąż przegrywające</p>
<p>pod ścianą myśli <br />sapią ze zmęczenia <br />przygniecione stertą ubrań</p>
<p>w oknie kwiat umiera <br />podłoga choruje od brudu <br />książki mdleją na półce</p>
<p>i nijak się ma to moje patrzenie z boku <br />z dystansem czucie <br />to nic nie wiem obojętnie</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Wszyscy kłamią</strong></span></p>
<p>w ułamku chwili łamie się czas <br />siedzimy w nowych fotelach <br />i grzejemy miejsce dla nowego ja</p>
<p>niech spadnie niebo <br />wzniesie się morze <br />poudawajmy jeszcze trochę</p>
<p>mamy czas na kłamstwo <br />miejsce na stare łóżko <br />później będziemy jak z marzeń</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Nic się nie stało</strong></span></p>
<p>płać puszczalska <br />za kochanie <br />nie płacz <br />nad rozlaną wódką</p>
<p>twój bełkot <br />na ustach umiera <br />przełknęłaś nie bez zapitki</p>
<p>jemu jest najlepiej <br />odwrócony już zapomniał <br />o kolorze niezrozumienia w oczach</p>
<p>a ty nadal nie rozumiesz <br />że nic się nie stało</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Powiedz że mam iść</strong></span></p>
<p>nie muszę lubić by kochać<br />wiesz to najlepiej mamo</p>
<p>zamknięta w pokoju z zabawkami <br />którymi nie mogłam się bawić<br />nie wiem jak żyć</p>
<p>powinnam już wyjść</p>
<p>czas powiedzieć kocham<br />i zatrzasnąć drzwi</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>***</strong></span></p>
<p>skoncentrowana w jednym ciele <br />cała gama samotności<br />i nie wiadomo czy to już koniec czy jeszcze nie<br />czy trzymać tą brzytwę <br />czy popłynąć z nurtem</p>
<p>niezrozumiana głowa pełna wstawania i spadania<br />— to nie jest w porządku<br />by samobójców nie wpuszczali do nieba<br />to jest bez sensu<br />ból na dwa światy mi się nie zgadza</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>nie prześpię się z tą myślą</strong></span></p>
<p>miękko stawiam bose stopy <br />przy chłodnej ścianie</p>
<p>przepuszczam myśl by mogła pierwsza <br />wyrzygać świat</p>
<p>docieram do niej <br />i topię w gorzkiej ślinie</p>
<p>chyba coś poszło nie tak <br />bo nadal ją słyszę</p>
<p>w ciszy flanelowej <br />wróciła do łóżka</p>
<p>naga i mokra zaczekam do świtu<br />niech zaśnie tam sama</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>szpetna odsłona światła</strong></span></p>
<p>wpatrzona w rysę na szybie <br />która musi tu być od dawna <br />ukradkiem naciąga rękawy <br />na zbyt krótkie paznokcie</p>
<p>ślepa noc zasłoniła jej skazy<br />już nie widać</p>
<p>teraz<br />śpi spokojnie <br />na poszczypanych policzkach</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>(nie) myśleć</strong></span></p>
<p>czas wypluł ostatnie słowo</p>
<p>milczeć nikt nie nauczył <br />ze słabej rasy głupców</p>
<p>jakież zdziwienie nasze <br />jaka niewiedza <br />i mądrość <br />gorsza niż wszystko</p>
<p>nie myśleć teraz <br />bardziej nie myśleć <br />albo myśleć bardziej <br />myśleć <br />niż później żałować</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>karma</strong></span></p>
<p>bądź miłościwa dziwkom płaczu — odpuść <br />jak i ja odpuszczam skurwysynom litość</p>
<p>uwierz w miłość — sobie na przekór<br />jak i ja zawierzam naiwnym w grzechu</p>
<p>wybacz gwałt dziewiczy — jak i ja wybaczam <br />nim znów dopuścimy się gniewu</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>kończymy się</strong></span></p>
<p>okiem stażysty życia<br />rzec mogę że świat się zmienia<br />aż słońce pobladło z wrażenia</p>
<p>i nic już tu po nas</p>
<p>zeżrą nas piksele <br />zatopią fale<br />nie tylko radiowe</p>
<p>szyfrowane człowieczeństwo<br />poumiera <br />zapomniane przez Boga</p>
<p>a w kopii roboczej<br />bądź gdzieś w skrzynce ze spamem<br />zachowamy po sobie marzenia</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>w niedosłowności</strong></span></p>
<p>uchodzi z nas czułość <br />do obcych ogrodów <br />do nie swoich pościeli <br />i do siebie nawzajem</p>
<p>ciała nasze blade<br />dopaminą nie <br />tylko grawitacją przyciągane</p>
<p>i nawet gdyby niebo położyć <br />a ziemię powiesić nad głowami <br />to i tak bylibyśmy bliżej <br />oddalenia się od siebie</p>
<p>ulotny ten nasz schron <br />jak sen wypuszczony nad ranem <br />gdy niechcący spoglądam w okno</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>piąta noc</strong></span></p>
<p>to był bardzo czarny wieczór<br />w towarzystwie licha jakiegoś</p>
<p>czułam jego obecność <br />w pojemniku na pościel<br />gdy wszystkie złe myśli <br />palcami pieszczotliwie układał do snu</p>
<p>a sen złośliwie na balkon wyszedł</p>
<p>podziwiał pomarańczowe miasto pomników</p>
<p>gdzieś na skraju nocnej włóczęgi pytałam ciemność <br />czy miłość zbawia ode złego<br />bo jeszcze dycha truchło <br />jeszcze uparcie się trzyma biednego człowieka</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>sumienie</strong></span><br /><span style="text-decoration: underline;"><strong>(do człowieka)</strong></span></p>
<p>hejże ubogi człowieku <br />nadęte twe myśli <br />przyłapane na ucieczce <br />na wulgarnych wargach</p>
<p>jeszcze nie skończyłeś <br />a już mi wstyd za ciebie</p>
<p>po ścieżkach niewiedzenia <br />czyjejś uwagi się chwytasz <br />jak ten co tonie</p>
<p>i masz ją <br />na chwilę</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>słowo nie na niedzielę</strong></span></p>
<p>Niezręczna ta godzina. <br />Próżno czekam na dobre słowo, <br />takie wyważone, wybrane, niedzielne i słodkie.</p>
<p>W półsłowie szukam, <br />tego czegoś, co między wierszami bywa.</p>
<p>No i znajduję. <br />A jakże.<br />Ciężkie i zamierzone, <br />jak palec co pod młotek, <br />sam się pcha.</p>
<p>Takie umyślne, wystrugane na ostro,<br />jak kij do kiełbasy &#8211; słowa.<br />Ach, nadziewam się na nie, <br />przypadkiem,<br />od niechcenia.</p>
<p>I już wystarczy nam rozmów na dziś.<br />Pokłuci kładziemy się spać.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Boże przedszkole</strong></span></p>
<p>w niewiedzy powołane do życia<br />zaistniały na wieczność</p>
<p>stłumiony płacz w zarodku<br />zamarł na zawsze</p>
<p>niezaczerpnięty pierwszy oddech<br />zduszony w matczynych objęciach<br />nienarodzonych dzieci Boga</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Ażeby tak po coś</strong></span></p>
<p>Ażeby tak las, <br />a w lesie ciemno.</p>
<p>Ażeby tak przyszło samo, wpełzło&#8230; <br />przez usta suche, oczy mokre, czerwone.</p>
<p>Ażeby tak weszło i wypaliło wszystko, <br />żarem swojej pewności.</p>
<p>Ażeby tak nic nie zostało.<br />Żadna zła, dobra, czy nijaka, ona. Emocja.</p>
<p>Żeby mogła nie czuć, nie musieć, nie myśleć,<br />o kimś, o nim, o sobie, o innych.</p>
<p>Żeby nie robić, nie patrzeć, nie słyszeć, <br />czego się nie chce, czego się nie da, czego nie trzeba.</p>
<p>A i tego co można i trzeba.</p>
<p>Żeby tak nic, żeby coś, <br />po coś, do kogoś i o coś.</p>
<p>Ale po co?</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Na cmentarzu drzew i ludzi</strong></span></p>
<p>Przy ulicy Gałczyńskiego,<br />rozmowa marmuru z lipą się toczy;</p>
<p>O tym, że styczeń jak dziecię młody,<br />że bez sił wkracza w świat stary.</p>
<p>I o tym, że za późno liście opadły.<br />Że śnieg zbyt biały z nieba sypie, <br />przed którym w obronie oczy się mruży.</p>
<p>Przechodzę przypadkiem,<br />między nimi chłodnymi,<br />co już wstawać nie muszą nigdzie, <br />ani przed czasem uciekać chciwcem.</p>
<p>On już ich dogonił, cwany.<br />Sny pomierzył kilometrami.<br />godziny przeliczył łzami.</p>
<p>Wszystko musiało się zgadzać.</p>
<p>Ale teraz nic tu już po nich.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>wina i kara</strong></span></p>
<p>w upokorzeniu drzemie moc najczystsza <br />on wymierza ją w nią<br />by swoje lęki niezrozumiałe schować przed światem<br />w ciemności nabierają dodatkowej siły</p>
<p>zmotywowany wiarą że krytyka kształci<br />a tracenie wzbogaca<br />nawet się nie zawahał<br />i polał spirytusem serce przypalone żarem oskarżeń<br />doskonale wiedział że zaboli <br />to oczyszczanie atmosfery</p>
<p>sponiewierani przez życie oboje z poczuciem grzechu<br />opierają się przebaczeniu gdy dążą do sprawiedliwości</p>
<p>ścigają się po wygraną gdzie nagrodą jest przegrana<br />docierają do granic gdzie każdy żyje sam<br />i umiera sam</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>tęsknota nie musi boleć</strong></span></p>
<p>tęsknię do siebie samej</p>
<p>nie tej z wczoraj<br />ubranej w bezradność<br />i nie tej z dzisiaj zapłakanej</p>
<p>lecz do tej wciąż mi nieznanej</p>
<p>tęsknię za nią</p>
<p>i coś mnie kłuje w mostku</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>odkryta prawda</strong></span></p>
<p>Porzucanie złudzeń,<br />to oczyszczający zabieg.</p>
<p>Nawet, gdy jeszcze się krwawi, <br />po otwartej ranie,<br />gdy dąsa się jak dziecko, <br />któremu odmówiono kupna zabawki<br />i gdy się skomle jak porzucone szczenię.</p>
<p>To wciąż jest to dobre i potrzebne.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>złość</strong></span></p>
<p>Czuję jak się zbliża – przyczajona.<br />Kocim ruchem atakuje, chwyta za gardło, ściska.<br />Wypluwa słowa z końca języka. <br />Gorączką obmywa twarz, przedramiona, kręgosłup.<br />Uderza we mnie z gwałtowną siłą.<br />Ogłuszona, na sekundę, stoję z pustką w głowie<br />i drżę cała nią wypełniona.<br />Trudno powiedzieć czego tak właściwie chce.<br />Dumna i nieczuła, nagła jak zawrót głowy – jest <br />i odejść nie chce.</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>migracje II</strong></span></p>
<p>na emigracji jedyne co się ma <br />to wiarę</p>
<p>wiarę w to że będzie dobrze<br />że się da radę<br />że się wróci do domu</p>
<p>w rodzinę — że czeka<br />wiarę w niego — że nie zostawi<br />że związek przetrwa</p>
<p>że będzie praca<br />że będzie gdzie mieszkać</p>
<p>nawet wiarę w Boga <br />na nowo</p>
<p>ma się wiarę we wszystko</p>
<p>tylko nie w siebie</p>
<p><em>(2015)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Las</strong></span></p>
<p>Między drzewami słychać<br />— pająka mam na sobie.</p>
<p>— pająka mam — wlazła w las.<br />W rozkołysaną melancholię.</p>
<p>Myśli — bez uniesień, cudów i Carpe Diem —<br />o tym by przetrwać. <br />Tylko to.</p>
<p>— pająka mam — nieszukaną myślą wypełnia las.</p>
<p>Wydyszała; <br />— gdzie do diabła ten pieprzony samochód?</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Brak sygnału</strong></span></p>
<p>Czy to dla mnie to ostatnie miejsce?</p>
<p>— ten pociąg nie ma kół. Nie widzi pani?<br />— więc zapnę pasy.</p>
<p>Nie spojrzę w okno.</p>
<p>Bo stoi tam głupia. <br />Pozwala się mijać.</p>
<p>Sama mi blaknie jak cień.</p>
<p>— nie pojedziemy proszę pani.<br />— nic nie szkodzi, mam pasy.</p>
<p>Mam tu bezsens.</p>
<p>I przeciągniętą winę<br />na stronę niczyją.</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Na Mickiewicza</strong></span></p>
<p>Wychodzę na miasto, <br />zmęczone mijającą od tygodnia zimą, <br />i zanurzam się w nocnym oddechu ulic.</p>
<p>Wydeptaną ścieżką, zawsze w niedoczasie, <br />biegnę pod twoimi oknami.</p>
<p>Nie umiem zrezygnować — nie pytaj czemu.</p>
<p><em>(marzec 2019)</em></p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>puste pudełko</strong></span></p>
<p>szukam w myślach patetycznych uniesień<br />co by wyraziły moją niechęć<br />co by pokazały co zostało <br />w tekturze zobojętnienia</p>
<p>no bo niby gdzieś coś jest no ale jakoś chyba nie bardzo<br />może coś gdzieś ale to raczej niepewność</p>
<p><em>(kwiecień 2019)</em></p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Potrzebny krawiec na wczoraj</strong></span></p>
<p>Jestem utkana ze skrajności<br />— taki śni mi się sen o sobie.</p>
<p>W podartej przeszłości<br />próbuję wycerować rozwiązanie.</p>
<p>Niekobiecość w kobiecość przerobić jakoś.<br />Na obcasach chodzić,<br />makijaż rano nakładać.<br />Wierzyć, że mi się podoba.</p>
<p>Tylko ty wzdychasz jakiś nieswój. <br />Nie patrzysz na wprost, <br />nie pytasz czy słychać i co,<br />nie widzisz, że kawę solisz. <br />W dodatku moją.</p>
<p>Porozmawiajmy może?<br />Może o naszych sprawach, <br />może bardziej pewni,<br />nieoddzielni<br />Bo teraz jakoś nazbyt kamieniem milowym <br />jesteśmy do siebie.</p>
<p>W niebezpiecznych rejonach samotności, <br />prujemy sobie przyszłość,<br />choć wielka w nas na to niezgoda.</p>
<p><em>(marzec 2019)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Polecie</strong></span></p>
<p>Z wolna wkrada się w nozdrza zapach wrześniowego poranka.<br />Jaskółka chłodnych harców, słodkich gruszek i winogron, <br />tulących się do werand.</p>
<p>Czuć już ostatnie podmuchy woni skoszonej trawy,<br />nadal nagrzanej słońcem.</p>
<p>Liście złote bez ikry prószą się pod podeszwy. <br />Tych z letnich jeszcze wystaw.</p>
<p>Żurawie gromadzą się na polach,<br />w pełnej gotowości na słoneczne wakacje w „nie tutaj”.</p>
<p>A dzieci niechętnie wybierają zeszyty, <br />zaganiane przez matki między sklepowe półki.<br />Już tornistry zapełniają nową klasą.<br />Książkami z podpisem, świadczącym o przynależności jakiejś —<br />klasa piąta B — ułożyły je równo, choć wciąż nie według planu lekcji.</p>
<p>I wieczory <br />te z kubkiem herbaty, przy świeczkach i z książką, <br />pod wrzosowym kocem, jakoś szybciej się wkradają w czas wolny.</p>
<p>Coraz nam go mniej.</p>
<p>Krótka chwila i będzie po równo.<br />Po połowie słońca dla każdej ze stron.</p>
<p>Jeszcze jeden długi spacer,<br />w nie letnim deszczu,<br />i już.</p>
<p>Przyjdzie jesień</p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>choroba osób i mienia</strong></span></p>
<p>ewoluował chodnik z podmiejskiego na miejski<br />witając wyczerpane codziennością buty</p>
<p>te — w zielonym przypływie chwilowego entuzjazmu<br />ruszyły na przeciwległą stronę drugiego <br />goniąc za jutrzejszym dzień dobry</p>
<p>zmienione parki miejskie <br />w samym środku wielkomiejskiego szumu <br />kryją matki z dziećmi w wiosennym już klimacie<br />seniorów nieśpieszących się nigdzie<br />i biegaczy na wpół znużonych</p>
<p>przekształciły się wszelkie zasady nakazu i zakazu<br />kodeksy wymowy i odmowy<br />zwyczaje jedzenia <br />reguły picia<br />normy pracy i odpoczynku<br />(z czego tego pierwszego jest więcej od tego drugiego)<br />reguły kochania i etyka wychowania<br />a z nauką doświadczania i wyrażania<br />niektórzy nie maja nic wspólnego</p>
<p>nic tu już nie jest jak przedtem</p>
<p>a przedtem<br />dla potrzeb zmizerniałych trepów wycofało się do wczoraj<br />by zostać tylko wspomnieniem<br />tym — „kiedyś, było inaczej” i jeszcze tym — „za moich czasów” by oszukiwać sznurówki myśli że wciąż jest im źle<br />albo raczej że nigdy nie będzie dobrze<br />choćby nie wiadomo co</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>jesień</strong></span></p>
<p>Wylewa się z parków magia —<br />jak złoto – ruda łuna <br />letniego dnia.</p>
<p>Krwawi z otwartych żył <br />wprost pod buty <br />tęsknych myśli.</p>
<p>Przyjęła na siebie cały mój świat.</p>
<p>Otula słodko – gorzki świat<br />październikowym szalem.</p>
<p>A gdy umrze, <br />listopadowym rankiem, <br />zimowy nastanie czas.</p>
<p><em>(wrzesień 2018)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Wiosenne masło maślane</strong></span></p>
<p>Niewyspana wiosna brudzi okna <br />brzozowym pyłem — no i na co komu ona?<br />W twarze dzieci kpiną<br />wyciera niespełnione sny.</p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>Problem alkoholowy</strong></span></p>
<p>Jedyny problem z alkoholem ma taki, że nie wie skąd go wziąć, gdy mu zabraknie.</p>
<p>nie widzi sponiewieranego ego. ego jego, jej, jej, jego i mojego.<br />NO I CO, że teraz mniej, że milej, że jej lżej?<br />że się jątrzy, że pulsuje, że nie znika, <br />stary cień?<br />widzę bruzdę, wy niuanse. <br />jest ok,</p>
<p>ale chce mi się pić.</p>
<p>leżę obok miski z wodą <br />już osiemnaście lat i nic.</p>
<p><em>(czerwiec 2019)</em></p>
<p> </p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>***</strong></span></p>
<p>czasem trzeba być artystą – <br />kochać swoje miejsce jak żadne<br />rozbudzać namiętność jakiej nikt nie zna<br />w pustym fotelu czuć tęsknotę <br />tego czego nie ma</p>
<p>czasem trzeba być sprzecznością – <br />nie chcieć tego świata<br />ale pragnąc go serdecznie<br />nie chcieć jego miłości<br />ale kochać na zabój</p>
<p>czasem wypada być człowiekiem – <br />w ludziach widzieć dobro<br />ufać gdy nie warto<br />słuchać choć się nie chce</p>
<p>czasem trzeba przede wszystkim<br />w sobie rozbudzić siebie</p>
<p><em>(10.07.2020)</em></p>
<p><span style="text-decoration: underline;"><strong>***</strong></span></p>
<p>Zacznij wodzić po mnie palcem &#8211; zrozumiem, że chcesz.<br />Ciałem ciebie najpierw wykarmię,<br />choć sama też głodna jestem.<br />Wrażeń. Doznań. Wielkich rzeczy.</p>
<p>Przekształcam się.<br />By dopasować się w tobie, do ciebie, do nas, na zawsze, <br />z przysięgą na lewym serdecznym, spuchniętym.<br />Ty też pasujesz.</p>
<p>Wypełniona tobą, przyszłością, życiem, może nadzieją, <br />zapachem jutra i tego co żałośnie zwiastuje, że znów się udało, <br />chociaż się nie chce.</p>
<p>Nic się nie zmienia i wszystko się zmienia.<br />Jestem więc żyję jeszcze</p>
<p><em>(czerwiec 2022)</em></p>
<p> </p>
<p><em> </em></p>
<p><!-- /wp:paragraph --></p>								</div>
				</div>
					</div>
		</div>
					</div>
		</section>
				</div>
		]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://aleksandrasztorc.pl/miedzy-noca-a-dniem/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
